Nasz umysł nie jest w stanie zapamiętać wszystkich szczegółów życia. Ulegamy swojemu lenistwie, i nie zapisujemy faktów, czy zdarzeń. Aż pewnego dnia widzimy, iż pomysł, o którym kiedyś myśleliśmy zyska na popularności. Dlaczego go wtedy nie zrealizowaliśmy? Bo o nim zapomnieliśmy.

Prowadzę dziennik od lipca 2015 roku. Na początku byłem sceptycznie nastawiony do samej idei, ale staram się być otwarty na nowe pomysły. Spisywałem w nim wydarzenia z danego dnia oraz kilka moich przemyśleń, osobistych komentarzy na dany temat. Szybko jednak dziennikowanie porzuciłem, gdyż w moim życiu nastąpiło kilka zmian, i dopiero po burzliwym okresie, mogłem wrócić do pisania. Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego wtedy przestałem notować. Ilość informacji na temat tych zdarzeń, z pewnością przyczyniłaby się do polepszenia sytuacji życiowej. Od października 2015 roku byłem na drodze do rutynizacji. Codzienność dziennika zaczęła się 31 listopada, i od tamtego czasu nie opuściłem ani jednego dnia. 

12.05.2019 – Opuściłem wiele dni, miałem kilka okresów przejściowych, a pisanie dziennika jest dla mnie zupełnie czymś innym, niż było w roku 2015. Dziennika używam przede wszystkim do zapisywania swoich odczuć, oraz budowania nowych nawyków. Zapisuję ważne daty, oraz staram się trzymać terminów. Jest to mój kalendarz, ale również “przemyślnik”.

Człowiek się zmienia. Wszystkie komórki w organizmie zostają zastąpione w ciągu 7 lat. Światopogląd może zmieniać się jeszcze szybciej. Ubolewam nad tym, że nie zapisałem wtedy tych chwil, które później ukształtowały moje życie. Przeszłe wpisy ilustrują to jak się zmieniamy, co myślimy, oraz jak piszemy. Zauważamy tendencję w myśleniu, schematy, które można zmienić, naprawić. Rzeczy, które mnie denerwują, rzeczy, które mnie podniecają, rzeczy, które sprawiają, że życie jest pełne barw. Dobrze wiemy, że zmiana to ważna czynność w życiu. Można zrobić wiele błędów idąc w przód, ale jeszcze więcej stojąc w miejscu.

Wielu ludzi nie opuszcza domu bez notesu. Zapisują oni dosłownie wszystko o czym myślą, bo nie wiedzą, czy dokładnie to o czym teraz myślą będzie ideą wartą czegoś więcej, niż przelotnej chwili zastanowienia. Ja sam osobiście dopiero uczę się zdolności zapisywania. Nie zawszę mam przy sobie swój wierny notes, lecz zawsze mam komórkę, na której znajduje się aplikacja Evernote. Cokolwiek przyjdzie mi do głowy, staram się to zapisać właśnie w niej. Synchronizacja notatek z PC ułatwia późniejsze podsumowanie oraz uporządkowanie.

Zapisanie czegoś może nam również posłużyć jako pewnego rodzaju medytacja. Napotykając błąd, który chcielibyśmy naprawić warto zapisać. Nie będzie nękał nas już w głowie, i z większą łatwością racjonalnie rozpatrzymy daną kwestię. Często dręczy nas coś bez widocznej przyczyny. Warto to nazwać i zakotwiczyć na papierze. Lęki bez nazw są większe niż te z nazwami.

Dziennik sprawia, że łatwiej trzymamy się swoich postanowień. Przeglądając go łatwiej zbieramy myśli, oraz wymyślamy rozwiązanie danego problemu. Można również powspominać momenty, które już przeminęły. Zainspirować się tym, co nas kiedyś inspirowało. To dialog z trochę młodszą wersją nas. Staramy się go podtrzymywać przez pisanie w przyszłość. Piszę bezpośrednio do przyszłego ja, wiedząc, że kiedyś to przeczytam. Piszę z kimś, kim stanę się w przyszłości. Być może piszę do lepszej wersji siebie.

Notowanie jest banałem. Robimy to w szkole, w pracy. Samo pisanie może nie jest tyle wart, co intencja z jaką wykonujemy tą czynność. Tworzymy setki stron tekstu z różnych przyczyn, ale bardzo rzadko robimy to dla nas samych. Jedynie jeśli sami sobie nałożymy reżim notowania naszych myśli, będziemy w stanie lepiej siebie rozumieć. Wszyscy notujemy, lecz piszmy z samoświadomością, że kiedyś może to nam się przydać, czy to w szkole na wykładzie, czy może w domowym zaciszu decydując na duży krok w nieznane.