Zdolność latania, laserowy wzrok, czy niesamowita szybkość to tylko jedne z wielu cech, które możemy przyporządkować superbohaterom. Ich moc, często nieskończona, przypomina nam o naszych własnych limitacjach, oraz o tym co w ziemskiej rzeczywistości znaczy być super. Fani komiksów od lat czekali na adaptację filmową swoich ulubionych zeszytów, a dzięki pierwszej trylogii Spider-man zaczęła się era filmów o superbohaterach. Druga planowana trylogia była zupełnym niewypałem, a niesmak po tej produkcji pozostaje do dziś. Najnowsza aktorska odsłona Spider-man’a przynosi nadzieję na kolejne adekwatne przygody człowieka-pająka.

Ale dzisiaj powiem wam o tworze, który jest o superbohaterach, odniósł ogromny sukces, i wcale nie jest aktorską adaptacją.

Mówię tu o Spider-man Universum, czyli o pełnometrażowej animacji niedawno zaprezentowanej w kinach na całym świecie. Odkąd zobaczyłem pierwszy trailer trudno było mi powstrzymać ekscytację. Wszystko było tak płynne, tak bliskie kresce komiksowej, że chciałem już kupować bilet. Z resztą, co będę wam opowiadał, sami zobaczcie trailer.

Animacja przez cały film zaskakuję odbiorcę. Nie mamy chwili na nudę, gdyż z rękawa animatorów wychodzą nowe zabiegi techniczne, aby upiększyć całość. Każdy z bohaterów, a jest ich kilku, ma odmienny styl animacji, przez co podkreśla się ich kreskówkową tożsamość. Płynne zmiany w kresce, dynamizm scen podkręcają wartość interpretacyjną scen, ale także pomagają widowni nawiązać dialog z dziełem.

Mnogość bohaterów wcale nie utrudnia odbiorcy podążania za narracyjnymi niuansami. Sugeruję, że jest wręcz przeciwnie – to właśnie dzięki ilości ludzi-pająków, fabuła nabiera odpowiedniej formy. Każdy z bohaterów jest przedstawiony, a jego historia jest wpleciona w historię innych. Kontrast ich charakterów, a także odmienność kreski, którą już wspomniałem pomagają nam śledzić ich poczynania w narracji.

Interakcje miedzy superbohaterami to świetne narzędzie, aby przekazać najistotniejsze informacje. Scenariusz został napisany w sposób przemyślany – są momenty pełne śmiechu, sytuacje komiczne, ale jest też miejsce na smutek, oraz pełną powagę. Miles (główny bohater) staje przed trudnym zadaniem, a pytanie „Co to znaczy być superbohaterem?” nie daje mu spokoju. Z pomocą przychodzą inni ludzie-pająki, którzy pokazują mu drogę, po której sam może stąpać. Trzy razy wzruszyłem się podczas seansu, a nie zdarza mi się to często.

Lubię filmy o superbohaterach, ale tak jak we wszystkich gatunkach są lepsze i gorsze utwory. Mieliśmy szczęście, że ten film był wybitny. Jestem pewien, że na zawsze zmieni podejście twórców filmów o superbohaterach do animacji, będąc przykładem, że da się stworzyć pełnometrażową kreskówkę o komiksowym herosie, i nie wydawać się banalnym. Animacja wzbudziła we mnie uczucia, których wcześniej nie doznałem przy komiksowych adaptacjach, a odczuwanie emocji przez sztukę jest jak najbardziej pożądanym efektem dzieła.
Bierzcie swoich bliskich, i obejrzyjcie ten film. Bo warto.