Podcasty nie wychodzą od jakiegoś czasu. Nie znaczy to, że nad nimi nie pracuję. Klepię książkę za książką z myślą „hej, o tej nagram podcast”, a jak już ją kończę, od razu zabieram się za kolejną. W efekcie czytam już 3 książkę z kolei, a mój biurkowy mikrofon jak stał zakurzony, tak dalej stoi, w oczekiwaniu na lepsze dni. Muszę się wziąć do roboty, ale co zrobić, aby książki oraz ich reinterpretacja w formie audio trzymały się mnie jako jedność? Co muszę zrobić, aby o nich nie zapomnieć?

Widzę dwa rozwiązania:

  • Droga A (mniej korzystna) – Zakłada robienie notatek w trakcie czytania; mapy myśli, do której mógłbym później wrócić. Zawiera personalne, dokładne zapiski detali fabularnych. Czasochłonne.
  • Droga B (bardziej korzystna) – Rozplanowanie swojego czytelnictwa w taki sposób, aby kończyć książkę w dniu nagrania, nawet jeśli zostało tylko 5 stron do końca dzieła. Czasami nierealistyczne.

Patrząc na te dwie drogi, przelane na papier z moich myśli, wysuwa się na przód wniosek. Staram się wam zawsze udowodnić, że życie to balans, tak tutaj podobna reguła znajduje swoje zastosowanie. To już nie wybór to lub to, to implementacja części obu tych dróg.

Odpowiedź na mój problem z ulotnością myśli leży pomiędzy tymi drogami.

Powinienem więcej notować podczas swojego czytania, aby moja uwaga tak szybko nie uciekała. Skupienie się na jakości notatek, a nie ilości to odpowiednie wyjście. Używając słów kluczy oraz pewnych odnośników tylko dla mnie, jestem w stanie przywrócić wspomnienie rozdziału w moment, na czym podcast mógłby jedynie zyskać.

Planowanie książek pod względem dostępnego czasu to tak proste rozwiązanie, że czuję się głupio, bo na to wcześniej nie wpadłem. Przez sztuczne przedłużenie książki, odwlekę w czasie gratyfikację w postaci kolejnej skończonej pozycji, a w dzień nagrywek będę podwójnie szczęśliwy.

Żeby nie być gołosłownym wykorzystam to, co tutaj zapisałem, aby zrobić świetny finał pierwszego sezonu Herbatki z Herdzikiem. Sami ocenicie efekty mojej pracy.
Właśnie przez takie wpisy zastanawiam się czy piszę tego bloga bardziej dla siebie, czy dla Was.
Wydaję mi się, że odpowiedź leży gdzieś pomiędzy.
Ta myśl już mi tak szybko nie ucieknie.