Pierwszy śnieg zdarza się prędzej czy później. Nasz umysł spłaca tą wizualną pociechę dla oczu w jedno proste sformułowanie – zima.

Żeby zaraz nie wyszło na to, że każda pora roku jest dla mnie niesamowicie smutna, a ja sam mam problemy z akceptowaniem rzeczywistości. To tylko po części jest prawdą.

Dni są krótkie, a ciepło domu wydaję się być wtedy najodpowiedniejsze. Przymrożone palce u stóp szybko odzyskują sprawność po kilku minutach w pobliżu kaloryfera, a parująca herbata, parząc przy przełyku, eksplozją bliskości reanimuje części ciała, które zostały zatracone w mrozie.

Taka właśnie jest ta pora roku. Walczymy w codziennych podróżach z przymrozkiem, zamieciami śnieżnymi, a nasze codzienne narracja wzbogacane są kwestiami typu:

„K*rwa, ale się dzisiaj wyjeb*łem.”

To zimny czas, który nas przybliża do siebie.

Dosłownie.

Widziałeś kiedyś galerię handlową podczas zamieci śnieżej? Ludzie pełzną tam niczym karaluchy, tylko po to by schronić się oraz ogrzać, a samo miejsce ma ogromne profity z promocji na gorącą czekoladę, czy może grzaniec, bo to najlepsze zagranie marketingowe jakie może być.

Jeszcze te choinki, które stoją od początku listopada, często aż do końca lutego, przypominając nam o świątecznym okresie trwającym dosłownie chwilkę, ale dzięki mocy odpowiednich narracji, potrafi on być przeciągnięty w nieskończoność, od sezonu po sezon.

Aby nie oszaleć, musimy się otoczyć znajomymi, przyjaciółmi, rzeczami do zrobienia. Bo tak jak jesień nas spowalnia, zima ma tendencje do zamrożenia jakichkolwiek działań.

Złudnie wyobrażamy sobie wolne, ucieczkę od dotychczasowych zobowiązań. Może warto zastanowić się dlaczego uciekamy, a nie wypatrywać tylko możliwości do ucieczki z sytuacji. Starajmy się analizować nasze zachowania.

Dla mnie zima to również czas podsumowań. Spisuję wtedy wydarzenia jakie miały miejsce danego roku, aby jakoś uziemić się zanim kompletnie mnie zamrozi. Rozpalam się perspektywą przyszłości, a nie tym, że już czegoś nie muszę robić. Zdrowe spojrzenie na rzeczywistość to jeden z fundamentów naszego zimowego egzystowania. Nie żyjmy z kwartału na kwartał, z sezonu na sezon. Żyjmy tak, byśmy mogli sobie spojrzeć w oczy w lustrze, i powiedzieć: „Dobra robota!”

Może trochę zbyt coachingowo posmarowałem tą końcówkę posta, no ale cóż, każdemu przyda się trochę ciepełka w ten chłodny okres.
Żyjmy tak, abyśmy nie przymarzli.
Żyjmy tak, aby nasze ciepełko odmroziło innych.