5:45 Pobudka

5:50 Zwlekanie się z łóżka

6:00 Włosy umyte, owsianka ugotowana, można jeść

6:00 – 6:30 Śniadanie i oglądanie porannych głupot internetowych

6:30 – 6:45 Powiedzmy, że poranna medytacja

6:50 Wyjście na autobus

7:00 – 8:00 Podróż na uczelnię – słuchanie muzyki, podcastu, lub audiobooka

8:00 – 12:00 Zajęcia

12:00 – 13:00 Udzielam korków

13:00 – 15:00 Poszukiwanie dobrego, taniego obiadu oraz jego konsumpcja

15:00 – 20/22:00 Praca

22:00 – 23:00 Powrót do domu

23:00 – 23:30 Prysznic, i spanie

Tak, przez ostatnie kilka tygodni, wyglądało moje życie. Gdzie znalazłem czas, aby pisać dla Ciebie te posty?

W czasie wywalczonym pomiędzy.

Oto dzień z życia blogera.

Zrozum, że nie zawsze na takich planach wszystko wychodzi. Pod przeglądaniem porannych głupot kryje się inspiracja, a podczas spaceru na autobus może wpaść mi do głowy naprawdę porządny pomysł. Medytuję nieregularnie, ale zawsze wyniosę odrobinę spokoju, o który warto zawalczyć w naszym ciągle zmieniającym się środowisku.

Słucham podcastu, bądź książki – edukuję się, zdobywam wiedzę z dziedzin, które obecnie mnie interesują. Przed zajęciami zazwyczaj mam chwilkę, aby zerknąć na statystyki bloga i przyjrzeć się bieżącym problemom, lub rozplanować sobie dzień.

Podczas wykładów, czy ćwiczeń raczej nie mam czasu na bujanie w obłokach, lecz edukację w kierunku, który kocham. (może nie wszystkie jego komponenty, ale większość)

Korepetycji udzielam mało, lecz treściwie. Mój korepetytant jest bardzo zdolnym osobnikiem, a nasza współpraca przebiega wzorcowo. To czas, w którym on potrzebuje całej mojej uwagi.

W kolejnym segmencie mam czas na życie socjalne, bądź pracę kreatywną. W najbliższym czasie to miejsce będzie wypełnione pracą nad magisterką. W tych chwilach zazwyczaj tworzę. Piszę, edytuję, poprawiam, kolejkuje. I jem.

Dużo zależy od dnia, w którym przychodzę do pracy po udanym obiedzie. Jeśli jest mały ruch, zajmuję się sprawami bieżącymi – studia, blog. Jeśli jednak ruch jest większy, cała moja uwaga skupia się na klientach. Czasami uda mi się wcisnąć parę minut audiobook’a.

Po takich dniach jestem wystarczająco zmęczony, aby położyć się na łóżku i zasnąć. Nie możemy zapomnieć o higienie, i o posiłku przed pójściem spać. Na szybko biorę prysznic, zjadam kolację, i idę spać.

A następnego dnia, wszystko od nowa.

Lubię to, lecz czasami jest to męczące. Muszę trzymać za siebie kciuki, i wierzyć, że kiedyś uda mi się, mieć trochę mniej napięty grafik, i zarabiać trochę więcej, z tego co sprawia mi przyjemność.
Bo to wydaję mi się optymalne.
A co Tobie się wydaje?