W wolnym czasie lubię oglądać seriale. Doświadczanie ich z najbliższymi jest budującym wydarzeniem, a dyskusja podczas, bądź po seansie wzbogaca o dodatkowe doznania. Poznajemy perspektywę drugiej strony, a ich reakcje na określone sceny mogą umocnić nas w przekonaniu, że nie tylko my się boimy.

Horrory to gatunek, który zdecydowanie za rzadko poruszam na blogu. Po świetnym Hereditary, długo szukałem równie angażującego filmu z nadprzyrodzoną wkładką. Ze względu na wszystkich świętych oraz dodatkowy czas wolny kojarzony z Halloween, postanowiłem obejrzeć całe 10 odcinków Nawiedzonego domu na wzgórzu.

Czy mój horrorowy głód został zaspokojony? Czy Nawiedzony dom na wzgórzu to dobry straszak?

Zacząłem oglądać ten serial z czystej ciekawości. Niewiele o nim wiedziałem, tylko zerknąłem wcześniej na RottenTomatoe, aby przekonać się jakie ma noty. Zaskoczony pozytywnym odbiorem krytyków, pozwoliłem sobie zagłębić się w historię domu na wzgórzu.

Serial odbywa się w dwóch przedziałach czasowych. Nasi bohaterowie są pokazani za młodu, kiedy to po raz pierwszy postawili nogę w domu na wzgórzu, a następnie przechodzimy do rzeczywistości nowoczesnej, kilkanaście lat po wydarzeniu, które wpłynęło na każde dziecko z rodzeństwa, oraz jak przeniosło się na teraźniejszość.

Inkorporacja motywu duchów oraz elementów straszących została wykonana na tyle pieczołowicie, że oglądającemu trudno jest przewidzieć, kiedy coś go wystraszy. Nie zmienia to faktu, że jest wiele wskazówek, które mogą naprowadzić doświadczonego widza na straszny moment, lecz większość czasu jesteśmy zwyczajnie wodzeni za nos. To właśnie piękno dobrze zrobionego horroru – trzymanie w napięciu do ostatniej chwili.

Każdy z bohaterów ma inną historię, oraz inny rodzaj styczności z paranormalnym. Niektórzy przyznają się do egzystencji sił nadprzyrodzonych, a inni żyją w przekonaniu, że to tylko zwidy w ich głowach. Pryzmat reakcji na dane wydarzenia jest szeroki, a poznawanie każdego bohatera z osobna jest świetnym zabiegiem, budującym więź odbiorcy ze światem wewnątrz-serialowym.  

Chemia pomiędzy aktorami, zjawiskowa sceneria oraz niebanalne motywy nadprzyrodzone, to elementy godne pochwalenie w tej produkcji. Trochę ostatnio narzekałem na jakość autorskich tworów Netflixa, i cieszę się, że produkcje, które mają wartość wciąż powstają w ich cyfrowych warsztatach.

Mój horrorowy głód został zaspokojony, a Nawiedzony dom na wzgórzu to dobry straszak, który mogę polecić każdemu z ręką na sercu.
Ale proszę was, nie popełnijcie tego samego błędu co ja, i nie oglądajcie serialu w dwa dni. Delektujcie się nim, i podnoście adrenalinę od czasu do czasu. To nie jest dobry kandydat do binge watchingu.
Trzymajcie się!