PGA to impreza, którą wspominam z przymrużeniem oka. W 2014 roku miałem w sobie jeszcze zapał gracza, i z chęcią testowałem gamingowe nowości. Wszystko wydawało się ogromne, a sławy YouTube’a dopiero rozkręcały swoje kariery. Dwa lata później pojechałem na największą imprezę związaną z gamingiem w Europie, o której pisałem tutaj.
Przez pryzmat własnych doświadczeń, oraz zmiany upodobań, postaram się Tobie przybliżyć to wydarzenie mające miejsce w Poznaniu co roku. Czy PGA zmieniło się od ostatniego czasu? Czy było tam coś dla nie-gracza?

Całą opowieść należy zacząć od pobudki w sobotę trzynastego października. O 5:46 mieliśmy pociąg, wstać trzeba było nieco wcześniej, około godziny 4:00. Od tamtego momentu, do godziny dwudziestej drugiej, byliśmy na nogach.

Podróż zajęła 4 godziny, a po przyjeździe, moja dziewczyna poszła się przebrać w swój cosplay. Po przebraniu udaliśmy się na sesję zdjęciową do parku, nieopodal samych targów.

Mieliśmy trochę czasu, bo zameldowanie w apartamencie, w którym się zatrzymywaliśmy, było możliwe od godziny 12. Podczas robienia zdjęć, siedziałem na ławce i przygotowywałem się do nagrania podcastu o Syrenach z Tytana.

Po udanym zakwaterowaniu, udaliśmy się na teren hal targowych. Po 15 byliśmy już na PGA, a ja pomagałem swojej dziewczynie w zdjęciach oraz utrzymaniu cosplayu. Trochę pozwiedzaliśmy, lecz nie mogliśmy odgonić ludzi, którzy chętnie fotografowali moją dziewczynę.

Jednym z plusów jest darmowe jedzenie, które dostaliśmy za kręcenie się wokół budki z jedzeniem. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim, przez wizję przelatywał mi Fortnite.

Dużo się nie pozmieniało. Popularne gry są w centrum uwagi, lecz strefa indie również promienieje. Zleciały się największe sklepy z elektroniką w Polsce, a młodzież z chęcią nabywała nowe towary.

A i jeszcze była strefa Stars4Fun, ale nie będę o niej wspominał.

Po męczącym dniu poszliśmy spać.

Pobudka o 8:00 oraz krótki pobyt na terenach targów to był nasz plan na dzień. O 15:11 mieliśmy pociąg powrotny, więc jedynie 3 godziny spędziliśmy na podróżowaniu po terenach PGA.

Spotkaliśmy się z nowopoznanymi znajomymi, i miło spędziliśmy czas, łapiąc darmowe gadżety, oglądając konkurs cosplay, oraz zerkając na niektórych graczy, i rozgrywki, które były dla mnie średnio fascynujące.

Jednak to co mnie przekonało do pozytywnego odbioru tego wydarzenia była atmosfera. Nieco bardziej poważna niż ta na Pyrkonie, a fani YouTuberów mieli swoje oddzielne miejsce, więc nie mieszali się z głównym tłumem.

Ludzie starsi, młodsi zjednoczeni pasją do elektronicznej rozrywki. I to jest coś specjalnego, coś indywidualnego, coś co można poczuć jedynie będąc tam.

Ja sam bardzo sporadycznie grywam w gierki. Moje konto na steamie jest wypełnione pozycjami, których pewnie nigdy nie skończę. Zmieniły mi się perspektywy na życie, a w miejsce gier włożyłem książki. Nie mam siły jednać tych dwóch, lecz od czasu do czasu lubię ponownie odaplić Portala, i rozwiązać jedną z wielu zagadek logicznych.

PGA nie można równać z Gamescomem, dlatego tego porównania tu nie przeprowadzę. Poznań Game Arena to impreza lokalna, Gamescom jest wydarzeniem światowym.

Po powrocie do domu, padliśmy ze zmęczenia, i zasnęliśmy, aby następnego dnia ruszyć na swoje uczelnie. Wstaliśmy z uśmiechem na twarzach, i ruszyliśmy w normalność, aby po raz kolejny zawalczyć z własnym dniem.
Game On
P.S. Pozdrawiam quaz’a.

Instagram mojej dziewczyny