Analizowanie wszystkiego jest niesamowicie męczące. Jest nam na rękę pobieżnie zerkać na materiał, starając się wyciągnąć główną myśl przewodnią. Może niektóre dzieła są stworzone, aby nie wymagały dogłębnej interpretacji, ich przejrzystość pomagała w „lekkim” doświadczaniu?

Jako ludzie żyjący w 21 wieku, jesteśmy konsumentami sporej dozy tekstów kultury. Staramy się rozumieć coraz to bardziej skomplikowane schematy. Dokształcamy się, a także uczymy nowych języków. Nasz horyzont zrozumienia się poszerza, aniżeli kurczy.

Z drugiej strony mamy produkcję masową, która uniemożliwia ten rozwój. Netflix wypuszcza sporo średnich seriali lub filmów, tylko po to by nasycić rynek. Hollywood jest przesiąknięte korupcją oraz pedofilskim półświatkiem. Mimo chęci rozwoju, jesteśmy przyblokowani przez rzeczywistość.

W moim uczelnianym świecie nauczyłem się, że istnieją dwie metody czytania tekstów.

Skimming to pobieżne zerknięcie na materiał, tylko po to by zrozumieć jego sens, myśl przewodnią.

Scanning to dogłębne poszukiwanie informacji, które mogą pomóc w rozwiązywaniu zadań.

Według mnie na wszystkich dziełach kultury można zastosować obie te metody, ale czy jest sens, czy nie będzie to strata energii? Jako przykładów użyję Westworld i mojego ulubionego sitcomu Community.

Spoglądając na Westworld, możemy dostrzec całą gammę efektów specjalnych, niezrozumiałych zachowań oraz niespodziewanych wybuchów. Jest to świetna przygoda na ekranie naszych telewizorów, dzięki której możemy zerknąć w świat nieodległy od naszego. Niektóre wątki wydają się zagmatwane, ale spójrz na te roboty…

Dopiero wgryzając się dostrzegamy przepaść pomiędzy ludzkością, a robotami. Analizując motywy bohaterów dowiadujemy się, że Westworld jest tak naprawdę światem, w którym człowiek może rzeczywiście poczuć się bogiem. Te dwa wątki są już wystarczające, aby poprowadzić długą dyskusję. Niektórzy z moich znajomych opierają na tym serialu swoje licencjaty, a wierzę w to o czym piszą. Jestem głęboko przekonany, że Westworld zostało stworzone do interpretacji, a nie przezornego spojrzenia.

Sytuacja odwraca się do góry nogami, gdy spojrzymy na sitcom Community. Wypełniony po brzegi żartami sytuacyjnymi, nie nudzi odbiorcy. Bohaterowi są do polubienia, a ich perypetie w szkole obserwujemy przez całe 6 sezonów.

W porównaniu do Westworld, ten świat jest nudny, serialowa rzeczywistość jest zbyt bliska naszej. Rozumiemy ich problemy, bo spotkaliśmy się z nimi we własnych życiach. Zagłębianie się nie da nam takiej satysfakcji, jaką dałoby w przypadku serialu wymienionego powyżej. Nie doświadczamy dysonansu poznawczego, to tylko parodia naszej rzeczywistości. Jest wysoce prawdopodobne, że reżyser nie starał się przekazać nam głębi interpretacyjnej, tylko wartości, które możemy dostrzec na pierwszy rzut oka. Community to komfort prostoty.

Nie zrozum mnie źle. Uwielbiam oba te seriale, i uważam, że zasługują na rozgłos na całym świecie. W obu z nich możemy się zatracić, gubiąc dziesiątki godzin. Zawsze możemy spędzić dodatkowych kilka godzin na reddicie, analizując klatka po klatce ujęcia z ostatnich odcinków, czy może oglądać recapy z grupy wyrzutków na YouTube, równolegle udzielając się w społeczności Community.

Obie te narracje są warte twojego czasu. Zależy, czy chcesz się wgryźć, czy pasywnie konsumować.
Ogólnie czy szczegółowo. Twój wybór.