black3
Podróżniku, jesteś tam?

Zaniedbałem to miejsce. Podjąłem decyzje niszczące wewnętrzne wartości. Ławka została złamana, a rozkład jazdy porysowany bliżej nieokreślonym, ostrym narzędziem. W pobliżu powstały kałuże ludzkiego pochodzenia.

Miejsce zawieszone w czasie, ale wciąż istniejące. Nie wiem, ile zajmie odbudowa, ponowne stworzenie, ale chciałbym to zrobić jak najszybciej. Wrócić, usiąść i tworzyć. Latarnia potrzebuje nowej żarówki. Ciemność ogarnęła przystanek.

Coś tam migocze, coś jeszcze wydaje z siebie dźwięk. Energia, mimo nikłości, wciąż jest obecna. Nigdy nie wyczerpujące się źródło kreatywności bije słabym światłem, rzutując smutną poświatę na ruiny.

Was jest coraz mniej, a ja sam nie potrafię tutaj wracać. Często, nieczęsto, tak albo nie. Wszystko jest czarno-białe, nie ma miejsca na przeciętność. To nasze opinie, nasza wyobraźnia dyktuje perspektywę z jaką patrzymy na świat.

Nie mogę już dalej siedzieć i bezczynnie patrzeć na gnijące miejsce. Przerwać milczenie jest trudno.

Bo cisza to dźwięk gasnących gwiazd.

I upadających imperium, śmierci, braku kreatywności, strachu…

Boimy się odezwać do drugiej osoby ze względu na reakcję. Sprawy wielkiej wagi wywołują skrajności, budują emocjonalne napięcie. Każde uderzenie młotkiem będzie odbijało się cichym echem po moim wnętrzu.

Nowe deski, żarówki, wysprzątane okolice. Na to wszystko teraz będzie czas i miejsce, bo milczenie zostało przerwane. Może koślawo z początku, lecz lepiej z powtórką. Przecież nie buduję tego miejsca od samych fundamentów, bo te zostały położone już bardzo dawno temu, i w najbliższym czasie nie zamierzam ich „reformować”.

Dużo się wydarzyło – czy dobrych, czy złych wydarzeń, nie mam siły, aby to oceniać. Niektóre były kamykiem w bucie, a niektóre cierniem w sercu. Dopuściłem do tego, by zaćmiły moją wizję. To kim jestem, zależne było od zewnątrz, a nie od wewnątrz.

Jedyne miejsce pod naszą pełną kontrolą to nasz umysł. Niepotrzebnie pozwoliłem mu nasiąknąć zbędnymi wartościami, wynikającymi z zapominania. Zgubiłem się.

Potykając się w ciemności, zauważyłem coś bardzo mi bliskiego. Ponownie przecierałem szlak, który kiedyś został tu przeze mnie wychodzony. Prowadził do jednego, bardzo ważnego dla mnie miejsca. Przystanku, który ocalił mnie już nie raz.

Zobaczyłem skutek swoich poczynań. Nie spodobał mi się on.
Trzeba tu zostać, aby ten mały płomyk mógł rozwinąć swój ognisty potencjał. Wystarczy go nakarmić.