kosmiczny-maraton
Zmieniamy miejsca, a ludzie się zmieniają. Czasem częściej, czasem rzadziej, ale zawsze. Żyjemy w świecie niepewności, a stabilizacja to przywilej nielicznych. Są miejsca przypominające nam o stanie spokoju, niewzruszone przez upływ czasu.
Są miejsca.

Przebiec kilka maratonów bez przerwy to wyczyn graniczący z cudem. Zatrzymujemy się podczas życiowego treningu, aby złapać oddech, w moment odpocząć oraz dać swoim nogom chwilę wytchnienia. Regenerujemy siły potrzebne do pokonania jeszcze wielu kilometrów, a meta wciąż się przesuwa.

A może wcale nie przemieszczamy się do przodu? Może to nie jest zwykły bieg, tylko unoszenie się na powierzchni rzeczywistości?

Orbitujemy wokół rzeczy dla nas ważnych. Nie możemy zbliżyć się zbyt mocno, gdyż uderzymy w powierzchnię, a im dalej dryfujemy od “ciała”, tym bardziej prawdopodobne, że zmienimy swój życiowo-kosmiczny kurs.

Istnieją trasy dobrze nam już znane. Żyjąc z kółka w kółko, trudno o to by czasami nie powracać na swoje stare śmieci. Zupełnie już nieistotne dla nas rzeczy, ponownie zyskają na wartości. Unikalne doznania; przeżycia na nowo odkryte.

Przez chwilę czujemy się jak podróżnicy w czasie, poznając tajemnice przeszłości. To ona pomaga nam pamiętać o tym co było dla nas ważne, albo to jacy byliśmy. Nasza szklana bryła istnienia mniej porysowana kilka, kilkanaście lat temu. Czas zmatowiał powierzchnię, lecz tu czujemy się jak błyszcząca perła młodości.  

To nie wszystko.

Pomiędzy tym co teraz, a tym co kiedyś było dla nas ważne, jest jeszcze jedna kategoria kosmicznego życia.

Czasami to my jesteśmy powodem do “kołowania” innych. Przemieszczając się, planeta po planecie, wartość za wartością, nie jesteśmy sami. Eksploracja życiowego sklepienia zaczyna się dopiero od zebrania swoich własnych księżyców.

Magnetyczna siła zbliżająca ze sobą światy.

Czasami nie zdajemy sobie sprawy, kto albo dlaczego wybrał podążanie za nami. Nie zauważamy kolejnego kompana, gdyż jesteśmy skupieni na korygowaniu własnego kursu. Zapominamy o nich ocierając się o powierzchnię życiowych ciał niebieskich, zatracając ich w obłokach atmosfery.

Zaczyna nam czegoś brakować, ale jedynie przez utratę jesteśmy w stanie to zauważyć. Zmieniamy siebie, zmieniamy swoje orbity, zmieniamy swoje księżyce. Każdy z nich zabiera kawałek nas dla siebie. Od tej chwili częściowo żyjemy w nim, z nim.

Przedłużamy swój planetarny żywot, aż na samym końcu naszej drogi wlecimy w to co dla nas najważniejszy, i już nigdy z tego nie wyjdziemy. Kosmiczny cmentarz usiany wspomnieniami. Blask umarłych gwiazd dopiero teraz rozświetla krater naszego istnienia.  

zdjecie-na-koniec