depresja
Mając znajomego cierpiącego na depresję, pomyślałem, że rozejrzę się za odpowiednią literaturą, aby lepiej go rozumieć. Wybór padł na Osobisty przewodnik po depresji Tomasza Jastruna. Autor będący poetą trafiłby do mnie najlepiej. Snuje metafory opisując obrazowo swoje stany. Jednak nie byłem przygotowany na to, co zobaczyłem na kolejnych stronach tej książki.

Ciężko jest mi o tym pisać, ale czuję, że muszę to zrobić.

Publikacja podzielona jest na 4 części:

Moja krótka biografia z depresją w tle.

Zapiski z dna.

Osobista encyklopedia depresji.

Zapaść.

Zacznijmy od góry.

Pierwsza część poświęcona jest tytułowej biografii. Autor przez wiele lat cierpi na chorobę, a w tym rozdziale zamknięta jest część jego życia. Opisuje relacje ze swoją rodziną, przypadki, w których depresja zaczęła się ujawniać oraz powody, dla których jeszcze żyje. Od kołyski po teraźniejszość; skraca kilkadziesiąt lat do kilku stron. Zimny chów, choroba dwubiegunowa matki to tytuły poszczególnych podrozdziałów. Życiorys zamknięty w słowach o ołowianej wadze.

Zapiski z dna to notatki, które udało mu(autorowi) się zapisać, gdy miał gorszy czas. Pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów:

Do tej pory nie wiedziałem, że czas tak dosłownie składa się z chwile. Teraz nie mogłem ich przeoczyć, każda bolała.
W monotonnym krajobrazie, w którym kolory utraciły barwy, stoją głębinowe studnie smutku.
Po co czas płynie? Ludzie zwykle nie zadają sobie takiego pytania. Po prostu wydaje im się, że wiedzą. Wie chłopak, kiedy czeka na dziewczynę. Zwykle jednak nie zastanawiamy się, po co płynie czas.
“Od chwili, gdy nastała dla mnie godzina D, ani przez chwilę nie miałem wątpliwości – czas płynie po to, by mnie bolało. Ten ból bywał płytki albo głęboki, wąski lub szeroki, czasami nawet biały, ale zawsze był. I aż za dobrze wiedziałem, po co jest następny dzień. Abym cierpiał. To nigdy nie będzie nowy dzień, zawsze będzie stary dzień.
Ludzie się wykruszają. Większość domowego kurzu to złuszczony, martwy naskórek. Kruchość świata kruszyła się w moich kruchych rękach.
Radzenie sobie z życiem bywa podobne do gniecenia orzechów w dłoni – zawsze znajdzie się jakiś twardy, o który rozgniecie się bardziej miękki, ale przy kolejnej próbie twardy też pęka, gdyż trafił na twardszego. Aż w końcu masz w dłoni dwa orzechy równie twarde. Są jak kamienie. Nie rozgnieciesz ich.
Twarz skurczyła mi się, a końce ust w wyrazie rozpaczy pobiegły do dołu. Oczy straciły blask. Własna twarz wydawała mi się obca. W kąciku ust ktoś mi bliski siedział skulony i płakał.
Jak to możliwe, że przegapiłem dwa święta – Zmarłych i Wigilię? Tylko udawałem, że przegapiam. Zaduszki były moim świętem, nie mogłem jednak pojechać na cmentarz, żyłem już na cmentarzu.

Mam nadzieję, że te cytaty dobrze obrazują to, co znajduje się w tym rozdziale.

Najważniejszą częścią całej książki jest jednak rozdział pod tytułem Osobista encyklopedia depresji. Zaczyna się od 10 podstawowych objawów depresji, a później przechodzi do poszczególnych tematów, takich jak: stany pośrednie, męska i żeńska depresja, lekarstwa, odstawienie leku, oraz wiele, wiele innych. Jest to vademecum każdego, kto chciałby dowiedzieć się o tej chorobie jak najwięcej, z perspektywy przeciętnego człowiek, w tym przypadku również cierpiącego na depresję. Każdy z tematów wzbogacony jest o cytaty członków klubu D; stąd pochodzi fragment cytowany na samym początku wpisu. Przytoczę jeszcze ich kilka.

Agnieszka o Wyrazie twarzy – Wyraz twarzy można sobie potrenować, ale wyrazu oczu – nie. Pustka w oczach, unikanie kontaktu wzrokowego i wzrok utkwiony w ziemię – to oczy depresji.
Agnieszka o Muzyce – Cisza to moja muzyka. Pomaga w nieistnieniu.

Ostatni rozdział w książce jest poświęcony jednemu z najgorszych okresów w życiu autora. Opisuje on jedną ze swoich depresyjnych zapaści. Niestety nie jestem w stanie nic o nim napisać. Trzeba to przeczytać samemu, w domowej ciszy. Mogę jedynie wspomnieć, że jest tam moment, w którym autor przytula swojego śpiącego syna, a myśli jedynie o samobójstwie.

Opisana publikacja jest nam potrzebna. Jako jedna z niewielu książek potrafiła wzbudzić we mnie czyste współczucie oraz własne, zagubione już, głębokie poczucie smutku. Dzięki niej zrozumiałem, że niektóre z moich melancholijno-nostalgicznych okresów to tylko szczyt góry lodowej, jaką jest depresja. Nie będę lekceważył tej choroby, a jeżeli ktoś jest na tyle odważny, by sięgnąć po tę pozycję, zachęcam. Książka nie jest wygodnym, lecz bogatym w informacje dziełem sztuki. To najbliższe spotkanie z chorobą, jakie może doświadczyć osoba zdrowa.