pexels-photo-115740
Wyruszając rano z domu, nie spodziewałem się takiego emocjonalnego wstrząsu jaki później mną zawładnął. Brak naturalnej podejrzliwości odbił się na moim zdrowiu psychicznym, a ja sam, jako człowiek, poczułem się drobinką na pustyni życia.

Historie zawsze mają swój początek. Mój był dość pospolity – wstałem, zjadłem śniadanie, a potem oddałem się królestwie lenistwa na kilka dobrych chwil. Niestety nie był to jeden z tych dni, w których mógłbym to robić do samego wieczora. Musiałem się podnieść oraz przygotować, aby wyjść do pracy.

Chciałem małej odmiany.

Zorientowałem się w odpowiednim momencie, iż czasu mam jeszcze pod dostatkiem, lecz brakowało mi ochoty, aby ponownie zanurkować w łóżku. Gdyby był to normalny dzień, zrobiłbym sobie obiad, zjadł trochę w domu, a trochę zabrał do pracy. Jednakże moje garnki oraz patelnie były czyste do samego zmierzchu.

Co postanowiłem?

Wiecie jak ciągle wam mówię o tych rutynach, nawykach, monotoniach dnia codziennego. To dobre, zdrowe i racjonalne podejście, ale czasami człowiek płynie pod prąd, wiedząc, że to złe.

Przez większość wakacji odżywiałem się zdrowo i raczej unikałem fast foodów. Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło akurat wtedy, aby przed pracą wybrać się do znanego wszystkim miejsca ze smażonym kurczakiem.

Przed swoją zmianą zawitałem w centrum handlowym nieopodal mojego miejsca pracy. Wyposażone w “jadalnie” z różnymi innymi restauracjami specjalizującymi się w przygotowaniu jedzenia jak najszybciej, zachęcało potencjalnego, głodnego, klienta.

Ja wiedziałem, co chcę zjeść i dokąd powinienem podążać. Zapach smażonych piersi kurczaka zaprowadził mnie do właściwego lokalu spożywczego. Znak KFC tylko potwierdził moje domniemania co do jego źródła.  

Nie musiałem się długo zastanawiać. Wybrałem to, co zazwyczaj, kiedy odwiedzałem tego rodzaju miejsce. Kurczak w bułce, paczkę frytek oraz coś słodkiego, musującego (np. dobre pomarańczowe). Słynące ze swojej szybkiej obsługi lokale, nie zawiodły mnie w tym aspekcie.

Wziąłem swoją tacę, nalałem zimnego, przesłodzonego napoju do kubka. Wybrałem miejsce, w którym owe produkty będę konsumował.  

Zacząłem od ziemniaków. Biorąc pierwszą frytkę, nie spodziewałem się jej konsekwencji ciążących na moim jestestwie. Powoli wsadziłem ją do buzi, zacząłem przeżuwać, a gdy doszedłem do samego końca czynności, przełknąłem.

Wtedy stało się To.

Sól, tłuszcz oraz nieokreślona papka weszły w mój obwód pokarmowy. Smutek skondensowany w tych trzech składnikach zalewał mój umysł.

“To dlatego nie jem już takiego żarcia?”

Tak? Nie? Nie wiem…

Jedzenie istnieje, aby zapewnić nam byt. Ma ono dwa zadania, jedno główne oraz drugie poboczne – po pierwsze ma zaspokoić nasze potrzeby mikro oraz makro składnikowe, a po drugie ma nam smakować. W przypadku fast foodów, trudno jest o pierwsze, a drugie jest zależne od indywidualnego przypadku.

Oszukujemy swoje organizmy szukając tego co daje nam chwilową satysfakcję, a nie patrzymy na długotrwałe szkody.

Wszedł ciężki ton, lecz niestety konieczny.

Robert Downey Jr. publicznie podziękował Burger Kingowi za pomoc w porzuceniu nałogu narkotykowego. Burger, który zamówił pamiętnego dnia u nich, był na tyle obrzydliwy, że spowodował wyrzucenie wszystkich narkotyków z samochodu aktora. 

Każdy dokonuje wyboru za siebie, a to my, i tylko my musimy żyć z ich konsekwencjami.

Dzisiaj burger, jutro rak.