memento
Kilka tygodni temu postanowiłem wesprzeć finansowo pewnego człowieka chorego na raka. Nie było to dużo pieniędzy, lecz uważam, że każdy grosz liczy się w walce z nowotworem. O całej akcji dowiedziałem się zupełnie przypadkowo podczas przeszukiwania sieci za metodami na rozwinięcie swojego snapchata. Kwota oscylująca pomiędzy 1-1,5 mln złotych została, z sukcesem, uzbierana, a pacjent mógł wyruszyć w podróż do USA na specjalne leczenie.

Niestety nie udało się. Człowiek zmarł, mimo osiągnięcia pieniędzy, których tak bardzo potrzebował. Zostawił po sobie syna oraz kochającą żonę. Będąc świadkiem personalnych tragedii, sam zaczynam zastanawiać się nad swoją śmiertelnością.

Zapominamy jak delikatny jest nasz uścisk z życiem — Ryan Holiday

Człowiek, którego wspomniałem we wstępie, nie dał się sparaliżować śmierci. Do ostatnich chwil zbierał środki oraz stawał jej naprzeciw. Najprawdopodobniej napędzał go sens istnienia oraz poczucie misji — bycia ojcem oraz mężem.

Los miał inne zadanie dla niego.

Ilość historii, w których człowiek ociera się o śmierć, a później zmienia swoje życie, jest niezliczona. Rozumiemy, dopiero gdy doświadczamy, a rzadko mamy do tego okazję.

Każdy z nas ma termin przydatności. Ta data została ustalona przy naszych urodzinach i jest jedyną stałą w naszym życiu. Nasz wyrok śmierci został już ogłoszony. Bądźmy gotowi na dzień, w którym przyjdzie.

Nie posiadam kontroli nad tym, kiedy oraz jak umrzemy. Śmierć nie należy do rzeczy, którymi możemy władać, a sekunda za sekundą zbliża się nasz koniec.

Możemy się martwić, możemy płakać albo możemy walczyć. Świadomość własnej śmiertelności nie powinna nas dołować, powinna nam dodawać sił. Mając określony zakres działań w swoim życiu, powinniśmy je czemuś poświęcić, nadać im sens.

Nie ma znaczenia czy jesteś szefem Microsoftu, czy rolnikiem — gdzieś na świecie jest ktoś, kto mógłby cię zabić za działkę heroiny bądź 1000 złotych. Wystarczy jeden zły krok w nieodpowiednim miejscu, a kolejna świeczka istnienia gaśnie, zostawiając po sobie tylko dym unoszący się ku nieboskłonowi.

Przypominając sobie codziennie o naszej śmiertelności, łatwiej docenimy dar życia. Dar, jakiego człowiek ze wstępu już nie posiada. Godząc się na nieubłagany losu, rozumiemy, że nic nie jest tak pewne, jak koniec. Dlaczego więc wciąż potykamy się o własne nogi?