bezbarwne
Rozwój technologiczny pozwolił na implementacje kolorów w dzieła filmowe, a czarno-białe, często nieme produkcje zaczęły nabierać barw. Przypominając kolorowanki, obrazy te przepełniały kolory. Kreskówki chwalono za piękno tonacji, a sami rysownicy mieli większe pole do popisu. Pomimo wspomnianego wcześniej rozwoju, filmy, które częściowo rezygnują dobrodziejstwa pigmentacji, wciąż powstają.

Superman: Man of Steel to film opowiadający historię Clarka Kenta — kosmity wyglądającego jak typowy ziemianin oraz posiadającego nietypowe zdolności. Nasz bohater wykorzystuje w pełni swoje atuty, aby ratować swój nowy dom. Ziemia to miejsce, w którym znalazł kochającą rodzinę akceptującą jego nienormalność.

Filmy z udziałem superbohaterów mają tendencję do bardzo szybko rozwijającej się akcji, przeplatanej wybuchami, katastrofizmem oraz licznymi walkami ze złem. Wszystko, co wymieniłem, znajduje się również w tej produkcji, lecz nie ma to, aż tak wizualnego wpływu na odbiorcę.

Kolory poddane desaturacji pozbawione są jakiegokolwiek powabu. Szarość wypełniająca ekran wzbudza we mnie smutek oraz powagę, a nie odczuwalną radość z brania udziału w aktywnym oglądaniu kolejnego filmu o superbohaterach. Między widzem, a obrazem nie ma nici porozumienia. Jakakolwiek destrukcja jest zdrobniana przez częściową absencję barw.

Dokładnie takie samo zjawisko można zauważyć w filmie Superman Vs Batman. Wypłowiałe sceny wyglądają jakby został na nie nałożony filtr z Instagrama. Szukając czegoś takiego, z pewnością skierowałbym się bezpośrednio na wyżej wymieniony serwis.

A przecież tak być nie musi. Udowadnia nam to ten filmik.

Trochę ponarzekałem, to teraz muszę również pochwalić.

Sin City to film wypełniony po brzegi gwiazdorską obsadą. Komiksowa adaptacja akceptuje czarno-białe oraz, okazjonalnie, inne kolory. Tutaj odrzucenie kolorów było czymś niezbędnym, aby nadać dziełu odpowiedniej otoczki klimatycznej. To również mogło być zamiarem reżysera poprzednich dwóch filmów, lecz wyszło to mu o wiele gorzej, niż w omawianym przypadku. Kolor służy jako podkreślenie cech bohaterów oraz ważnych elementów fabuły. Użyty w odpowiednich momentach, przełamuje monochormatyczną monotonnię. Detale stają się dostępniejsze dla widza, a cała akcja nabiera pędu, dzięki każdej barwnej wstawce.

Filmem kończącym mój wywód będzie Lista Shindlera. Długie, kilkusetminutowe dzieło opowiadające o losach pewnego przedsiębiorcy podczas 2 wojny światowej. Nagrywanie filmu w czarno-białych barwach zdecydowanie dodaje mu powagi, a jedyny inny kolor tam występujący to czerwony. Pojawia się w dwóch, kluczowych dla fabuły, miejscach. Gdyby nie on, film miałby słabszy wpływ na odbiorcę.

Kolory są znaczące. Ubarwiają nasze życia, a jeżeli odpowiednio zaimplementowane w sztukę filmową, mogą nawet zmienić jego bieg. Cieszę się, że reżyserowie wciąż eksperymentują z nimi, mimo dostępności innych, o wiele bardziej skomplikowanych metod upiększania swojego dzieła. Żaden z wyżej wymienionych filmów nie jest szczególnie słaby, więc polecam ci wszystkie.