lód

Dobrą opowieść smakuje się jak dobry tytoń czy dobrą whisky, nie należy się spieszyć, nie należy popędzać opowiadającego, nie o to tu idzie, by dognać jak najprędzej do puenty, złapać za grzbiet fabułę, poznać losy, sensy i tajemnice, nie o to. – Lód Jacek Dukaj

Znacie tą pustkę, która zostaje po ukończeniu dobrej książki, dobrego serialu? Podobne uczucie towarzyszy mi podczas pisania tego wpisu. Książka Lód Jacka Dukaja była dobrym kompanem przez ostatnie 3 miesiące mojego życia. Mój związek z nią przypominał stare dobre małżeństwo — czasami są kłótnie, a obie strony wręcz eksplodują emocjami, lecz koniec końców chowają swoją dumę na rzecz drugiej strony. Ileż to ja razy chciałem przerwać czytanie tego dzieła, bo nie byłem wytrwały… Udało się, a owocem mojej ostatniej podróży po literaturze fantasy jest ten tekst.

Jak wspomniałem już w tym tekście, kupuję co 2 tygodnie jedną książkę z serii „Światy Równoległe”. Pierwsze trzy dzieła to 3 tomy Lodu Jacka Dukaja. Edycja ta miała łącznie 1709 stron tekstu, więc przebicie się przez tyle stron treści zajęło mi sporo czasu. To rozdzielenie było jednak sensowne. Każda nowa książka poświęcona była innemu miejscu w fabule, a rozpoczynanie od najgrubszego pierwszego tomiszcza, powoli zmierzając ku 3 najcieńszemu, miało swoje pozytywy. Pewnego rodzaju motywację, która pchnęła mnie do przodu, skacząc ze słowa na słowo.

O czym jest więc „Lód”?

Jedno z najtrudniejszych pytań odnośnie do tej lektury. Dla mnie jest to manifest autora o absurdach, sprzecznościach oraz niedoskonałościach. Pytania takie jak „Kim jest Bóg?” bądź „Jak rozróżnić dobro od zła?” padają w tekście, choć nie bezpośrednio. Jesteśmy świadkami zmiany nieładu w ład oraz ładu w nieład. Ludzkie postacie w nieludzkich sytuacjach.

Będąc już przy postaciach. Nasz bohater, polak, Benedykt Gierosławski, jest podstarzałym studentem, który od Ministerium Zimy otrzymał jedno proste zadanie – „Znajdź swojego ojca na Syberii.”.

Hola, hola… Czy on powiedział Ministerium Zimy?
Dobra już tłumaczę.

Akcja rozgrywa się w latach dwudziestych 20 wieku, lecz w równoległym wszechświecie, w którym pierwsza wojna światowa nigdy nie miała miejsca. Miejsce za to miał tytułowy Lód. Żywe bryły przemieszczające się przez świat, zamrażają wszystko na swojej drodze. Wschodnia Europa jest skuta zmarzliną, a te istoty noszą unikalną nazwę — Lute. Ojciec naszego bohatera, prawdopodobnie, potrafi porozumieć się z nimi. Ministerium Zimy zostało powołane w jednym prostym celu — zwalczyć lute oraz doprowadzić do odwilży. Powstała również druga organizacja z ramienia cara (nie było pierwszej wojny światowej, dlatego Polska ciągle jest pod wpływem Rosji) Sibirchożeto, która ma zarabiać na zimie, gdyż dzięki niskim temperaturom powstały nowe stopy żelaza oraz pewien rodzaj nowej dziedziny nauki — czarna fizyka. Zauważyliście już pierwszą sprzeczność?

Wracając do bohaterów…

Benedykt z zawodu jest matematykiem logikiem, więc jego doświadczenie w podróżowaniu w tak odległe miejsca jest zapewne nikłe. W Warszawie, gdzie rozpoczyna się nasza podróż, jest ścigany za długi. Protagonista jest hazardzistą, a wszelkie pieniądze, jakie zdobędzie, przegrywa na stole. Myśląc logicznie, gra w karty to najmniej odpowiednia rozrywka dla matematyka, lecz tak jak wspomniałem wcześniej, to powieść absurdów.

Podczas swojej podróży spotyka wiele barwnych postaci, lecz skupię się teraz na trzech. Nikola Tesla, Christine Filipov oraz Jelena Muklanowiczówna. Serb jest naukowym podparciem naszego bohatera, wprowadza on go w świat nowej nauki, pokazuje swoje wynalazki związane z Lodem. Pani Filipov podróżuje z nim, lecz nikt nie wie, kim właściwie jest dla pana Tesli. Próbuje go chronić, jest przeciwko ingerencji naukowca w sprawy Lodu. Jak to w każdym dużym, zmieniającym świat wydarzeniu, i tutaj musi mieć ono swoich zwolenników i wrogów. Lód jest wręcz wyznaniem w Rosji, a ludzie zamrażają się, aby oddać cześć. Trudno się nie domyślić, że Nikola Tesla podróżuje na Syberię, źródło wszelkiego Lodu, z ramienia Ministerium Zimy. Wszystkim wydaje się, że to on właśnie jest kluczem do rozwiązania tego problemu.

Jelena jest największą zagadką. Potrafi być skrajnością, potrafi kłamać, potrafi wiele rzeczy. I to właśnie sprawia, że jest taka pociągająca dla naszego głównego bohatera. Jest czymś poza jego zasięgiem, czymś, na co nie ma bezpośredniego wpływu. Przez całą powieść, ich losy się przeplatają, lecz nie jesteśmy w stanie czysto określić, co jedna strona czuje do drugiej, mimo że jesteśmy w kraju jednoprawd i jednokłamstw.

Czy on właśnie znowu to zrobił?
Wybaczcie, lecz jest tyle rzeczy w tej powieści, że łatwo niektóre pominąć.

Rozprzestrzenianie się Lodu ma również pewien skutek poboczny, być może nawet bardziej znaczący od samego zimna. Im bliżej źródła, tym świat bardziej się krystalizuje. W Irkucku nie ma miejsca na półprawdy. Jeżeli ktoś komuś coś obiecuje, pada określenie „Zamarzło”. W pewien sposób pieczętuje to dane słowo oraz ukazuje, iż te słowa rzeczywiście padły. Powieść opisuje również pewną rodzinę, która jest szczęśliwa, lecz nie jest to szczęście pozorne, takie jak możemy zaobserwować u zbyt wielu rodzin. Wjeżdżając do Syberii zamarza się charakterem. Przekraczając granicę chciwym, w Kraju Lodu jesteś takim do końca, chyba że ktoś wymyśli maszynę uniemożliwiającą pełne zamarznięcie.

Konflikt pomiędzy Lodem a Odwilżą to główny problem tej powieści. Trudno jest stwierdzić, czy jedno bądź drugie jest złe. Oba noszą wartość mogącą zmienić dzieje świata. Kto doświadczy tego zaszczytu — Benedykt Gierosławski, kiedy znajdzie swojego ojca, czy może Nikola Tesla spróbuje zawalczyć o losy swoją technologią? Przekonajcie się sami.