hands-hand-book-reading2

Nawyki, którymi usłana jest codzienność, sprawiają, że zapominamy o literaturze. Brak czasu oraz słaba jakość naszego czytania przyczyniają się do tego procesu, lecz czasami bardzo chcemy zacząć ponownie wertować strony, topić się w słowach. Zaczynamy nową książkę, jesteśmy nią zajęci przez następne kilka dni, a później zniechęceni rzucamy ją w kąt, gdyż nie mieliśmy czasu lub denerwowało nas nasze tempo. Ten tekst ma celu przybliżenie Tobie kilku metod, z których, z sukcesem, korzystam.

Rozpoczynając ponownie swoją przygodę z literaturą, szukałem miejsca w swoim grafiku. Czas, w którym mógłbym bez problemu siąść oraz zacząć czytać, bez zbytniej zmiany dziennego planu. Po krótkiej burzy mózgów, zorientowałem się, że odpowiedź była dosłownie pod moim nosem. Rozmyślając tak w autobusie, dziewczyna, która siedziała koło mnie, czytała książkę Camilli Lackberg. Komunikacja miejska jest pochłaniaczem czasu, który można ujarzmić, właśnie poprzez takie pochłanianie książek. Każdy z nas próbuje dotrzeć, czy to do szkoły, czy może do pracy. Zawsze mamy do dyspozycji te kilka minut o poranku oraz pod wieczór. Nawet jeżeli prowadzisz samochód, nic nie stoi na przeszkodzie, abyś włączył audiobooka.

Lubię zajmować się kilkoma rzeczami naraz. Zgłębiam różne tematy, zajmuję się szerokim spektrum dziedzin. Próbuje czytać coraz to więcej książek, lecz łatwo pogubić się w różnych interpretacjach, rozróżnić wartość nowelek od wartości podręcznikowych. Walczyłem z równoczesnym rozpoczynaniem, często skrajnie odmiennych od siebie, dzieł. Audiobooki, o których wspomniałem przed chwilą, są godnym rozwiązaniem na dany problem. Przez pewien okres zajmowałem się literaturą Harukiego Murakamiego, ale w tym samym czasie czytałem biografię ludzi takich jak Walt Disney. Musiałem to jakoś rozdzielić, aby informacje nie dochodziły do mnie z jednego, empirycznie podobnego źródła. Mój telefon był wypełniony mp3 z „Kafka on the shore” , a w plecaku ciążył „Walt Disney – Potęga Marzeń” – Boba Thomasa. Dzięki tej metodzie udało mi się przebrnąć przez 5 książek tego japońskiego autora, nie zakłócając przy tym swojego czytelniczego flow.

Po tym epizodzie chciałem, wciąż, przyśpieszyć swoją książkową przygodę. Napotykałem się na wiele dzieł, niektóre lepsze, niektóre gorsze, lecz największą moją zmorą były duże objętościowo książki. 1000 stron może przerazić nawet zagorzałego słownego żeglarza. Z pomocą przyszła mi moja wiedza na temat realizacji postawionych celów. Myślałem, mieliłem informacje w głowie, zastanawiałem się jakby tu ugryźć temat. Ukończenie książki miało być celem, a aby go osiągnąć, trzeba by było ją przeczytać — jak poskromić taką bestię? Wspinając się na Mount Everest, nie zdobywa się szczytu w jeden dzień. Ustawianie sobie dziennych limitów stron, przez które musimy przebrnąć, pomogło mi znacznie w finalizacji danych dzieł. Czasami nawet chciałem czytać więcej, i to robiłem, przez co z np. 40 stron, jakie miałem przeczytać, robiło się 65.

Powyższe porady pomogły mi w poskramianiu swojego słownego głodu. Cokolwiek czytasz, próbujesz przeczytać, ważne, że to robisz. Kończ zaczęte książki, bo jeśli nie będziesz tego robił, takie niedokończone sprawy zaczną mieć częstą obecność w twoim życiu. Nawyk porzucania projektów, marzeń zaczynają się od takich głupot. Mam nadzieję, że powyższe metody Tobie pomogą.

Tekst zainspirowany — http://andrzejtucholski.pl/2013/3-ksiazki/