To, co wstrząsnęło internetem kilka miesięcy wstecz, przeistoczyło się w książkę. Włodek Markowicz, twórca słynnej, nagrodzonej etiudy „Kropki”, wydał swoją pierwszą książkę pod tym samym tytułem. Jak możemy wyczytać na jej tyle, napisał o rzeczach, o których sam chciałby usłyszeć jeszcze kilka lat temu. Poniższy tekst przedstawi wam moje, subiektywne spojrzenie na ten „twór”. Nie jest to lektura obowiązkowa, lecz warta poświęcenia kilku chwil.

Zacznijmy może od spraw natury fizycznej. Książka ma 301 stron, ale tekst wypełnia mniej więcej 3/4 tej powierzchni. 39,90 złotych za książkę w miękkiej okładce to uczciwa kwota. Nieźle prezentuje się wizualnie. Widniejący na okładce Włodek, logo jego brandu oraz czerwony, wręcz jaskrawy tytuł, tworzą koherentną kompozycję. Równie jaskrawy tył książki wypełniają głowne cele dzieła oraz krótka notka o autorze. Kontrastuje on z szarym przodem. Dobra robota, Flow Books.

Zanim przejdę do samej treści, wspomnę jeszcze o całkiem ciekawym pomyśle Włodka. Na początku książki widnieje lista utworów, przy których tworzył swoje dzieło. Ma to na celu nawiązaniu relacji czytelnik-książka-autor. Jest to też pewnego rodzaju metafora bliskości, której nam tak bardzo brakuje w dzisiejszym świecie.

Sama treść książki jest kumulacją poglądów pisarza. Pan Markowicz wyrusza na osobistą krucjatę, w efekcie uwrażliwiając społeczeństwo na wartości zawarte w nas. Opisuje swoje dotychczasowe życie oraz kształtowane opinie. Sam autor twierdzi, iż nie powinniśmy traktować „Kropek” jak „drugiej Biblii”, a bardziej jako drogowskaz, znak na drodze. Pokazuje swój punkt widzenia oraz obrazuje metaforami procesy zachodzące między nami.

Mam problem z tą książką. Z jednej strony zgadzam się, prawie, ze wszystkimi prawdami w niej zawartymi, lecz z drugiej, niektóre z tych wartości przedstawiane są troszkę naiwnie. Trudno implementować większość z nich bez zmiany całego społeczeństwa. Ale to dobrze, bo po to powstają takie książki. Każdy stabilny mur zaczyna się od solidnych fundamentów, a ten twór jest jedną z lepszych, pierwszych cegiełek. Jesteśmy tylko kropelką w oceanie, a dzieło nam o tym przypomina. Tak jak ta cegiełka, tworzymy coś większego.