Siedząc i pisząc ten tekst, wybiegam daleko w przyszłość. Trudno skupić mi się na tych, uginających się pod ciężarem książek, półkach, które od nieokreślonego czasu czekają na odciążenie. Trudno mi myśleć, o tym, co zjem jutro na śniadanie, jak jutro się ubiorę i jak będę się czuł. Żyjemy albo teraz, albo kiedyś w przyszłości. Nie widzimy tego, co mamy pod nosem.

Popadamy w tendencję snucia długoterminowych planów, zapomniawszy o dniach następujących. Opisujemy dalekie cele bez określania drogi. Zdobywamy Everest, bez zdobycia Rys. Czy to dobry sposób na osiąganie czegokolwiek ?

„Jest różnica pomiędzy znajomością drogi a podążaniem nią.” – Morfeusz (Matrix)

Możemy robić naprawdę wiele. Możemy ufać swojemu wewnętrznemu poczuciu, które doprowadzi nas do danego miejsca. Często to nie wystarcza. Popadając w schematy wymieniamy rodzaj spontaniczności. Planujemy, organizujemy czas w bloki, lecz organizujemy bloki, tak jak chcemy, i pozostawiamy między nimi przerwy — tak na wszelki wypadek.

Przecieramy szlaki, dawno zapomnianych przez czas, dróg. Każdy kowal musi wykuć swój pierwszy miecz, każdy pisarz musi napisać swoją pierwszą książkę. Rzucamy się w wir czynności, podejmując nowe zajęcie. Trudno jest mierzyć siły na zamiary, jeżeli robimy coś zupełnie nowego. Niezadowolenie z ciężkiej pracy włożonej w cokolwiek „świeżego” jest potężne. Jesteśmy zniechęceni. Pisarz chcąc opublikować swoją pierwszą książkę, pokonuje drogę z wydawnictwa do wydawnictwa. Jedno za drugim twierdzi, iż nie jest to godne druku. To w tym momencie, poddawani jesteśmy największej z prób. Gdyby nie wytrzymałość pewnej pisarki, Harry Potter nigdy nie ujrzałby światła dziennego.

Uda nam się, kiedy mamy plan. Trzymanie się go oraz wiara we własne możliwości, to formuła na sukces. Cel różni się od tego zapisanego na kartce papier. Większość tych celów to coś zupełnie innego. Czy znaczy to, że plan nam się nie powiódł ? Wręcz przeciwnie, to oznaka, iż stworzyliśmy, osiągnęliśmy coś nowego, coś zbliżonego. Nie doceniamy tej bliskości.

Jak możemy docenić zdobycie Everestu, jeżeli nigdy wcześniej nie wchodziliśmy na niższe góry ? To tak jakbym wydał 1000 złotych jednocześnie, nigdy nie kupując nic za 1 złotówkę. Droga uwrażliwia, droga wzmacnia. Niepoprawna ścieżka jest również dobrą ścieżką. Z czasem wydeptujemy dziury na tym błędnym trakcie. Nie ma złych dróg, są tylko czasochłonne.

Może nie powinniśmy opisywać tych wszystkich planów ? Może powinniśmy stać, jak kołek, w miejscu, w którym jesteśmy teraz ? Mamy zawsze wybór. To od ciebie zależy, czy zdobędziesz Everest swoich marzeń i czy będziesz godzien go docenić.