Żyjący organizm. Popołudniami jego żyły są przepełnione życiem. Serce tętni tak, jak nigdy nie tętniło do tej pory. Weekendami niebo rozświetla się ogniem młodości, ogniem miłości. Poszczególne komórki wiodą własny żywot. Niektóre skrępowane, niektóre wolne. Jednoczy je jedno – rytm serca.

To trochę dziwne. Z pozoru każda komórka żyje swoim życiem, a jednak coś je wszystkie spaja. Być może to ta serdeczna melodia jest tworzona właśnie przez nie. Czym właściwie jest to serce ?

Jako mieszkańcy organizmu zwanego miastem, współtworzymy je. To my jesteśmy sercem i duszą.

Poranki bywają nudne. Wyłączamy budzik, wstajemy z łóżka, szybkie śniadanie i udajemy się do pracy bądź szkoły. Czasami rzucimy spojrzeniem przez okno na panoramę oświetlaną porannym słońcem, lecz często nawet na to nie mamy czasu. Opuszczamy domowy komfort, ze słuchawkami w uszach. Wpadam w wir komunikacji miejskiej. Podróżujemy żyłami tego prężnego organizmu.

Czy myślimy o tej „wycieczce” ? Raczej nie, jesteśmy pochłonięci myślami oraz perspektywą jeszcze nadchodzącego dnia. Zastanawiamy się co wydarzy się, trochę obawiamy się tego, co może się wydarzyć i odrzucamy wszelkie rzeczy, które na pewno się nie wydarzą. Próbujemy zaplanować nasz czas jak najlepiej oraz wsłuchujemy się w muzykę grającą z naszych słuchawek.

Wokół nas dzieje się magia. Ludzie z drugiego planu, dosłownie na chwilę, stają się częścią naszego życia. Nasz mózg zapamiętuje ich twarze, a później używa ich w naszych snach, w naszych wyobrażeniach. Wszystkie te istoty, mimo różnych historii, teł, w tym określonym momencie są powiązane, ze sobą oraz z tobą. Ta chwila, ten moment symbolizuje miasto.

Większość czasu myślimy, że jesteśmy samotni. Dalekie to od prawdy. Niemal w każdym momencie tworzymy społeczność. Społeczność podróżników autobusowych, społeczność przechodniów, społeczność pracowników czy społeczność studentów. Codziennie otaczamy się ludźmi, którzy mają trochę wspólnego z nami. Są mieszkańcami tego samego kraju, podróżują dokądś – dosłownie czy w przenośni, oraz rozmawiają w tym samym języku co my. Wszyscy kroczymy po tej samej ziemi oraz często umiemy porozumiewać się niewerbalnie.

Budynki piętrzą się naokoło nas. Światło dla pieszych zmienia się z czerwonego na zielone. Kroczymy po zebrze, a przypadkowi piesi też korzystają z tej okazji. Samochody oczekują, aż dostaną możliwość przemieszczania się do przodu. Tutaj również tworzymy sytuację, która raczej nigdy się nie powtórzy. Nigdy nie spotkamy ponownie dokładnie tych samych samochodów oraz tych samych przechodniów. To ta chwila jest unikalna dla nas wszystkich. Ona powoli buduje poczucie miasta. To jak się zachowujemy, jaki mamy chód oraz nastawienie do życia. Czy gdy przypadkiem wypadną komuś zakupy, to czy je podniesiemy, czy może nie ? Prawdopodobnie podniesiemy, gdyż czujemy taką wewnętrzną potrzebę pomocy. Oddziałuje ona nie tylko na nas, ale także na tych, którzy są nam bliscy.

Wszyscy współkreujemy charakter miasta. Jeżeli ludzie tutaj są szczęśliwi, miasto będzie szczęśliwe. To samo dział w drugą stronę. Jesteśmy odpowiedzialni za to, jak inni czują się, dlatego warto zadbać o swój dobrobyt, bo jeżeli my o siebie nie zadbamy, nie będziemy w stanie zadbać o cokolwiek w życiu. Pozytywna energia, aura emanuje na nasze otoczenie. Musimy się zaakceptować, aby akceptować innych. Narzekanie to najgorsza rzecz, jaką możemy robić. Zatruwamy w ten sposób świat wokół nas, zamiast przeciwdziałać lub naprawić.

Wracając do domu zauważyłem następującą scenę. Stałem na skrzyżowaniu dwóch z najbardziej ruchliwych ulic w Gdańsku. Późnym popołudniem, gdy światła zaczęły oświetlać ulicę a niebo topiło się w czerwono-różowym świetle, samochody zaczęły migać mi przed oczami. Ten moment zainspirował ten wpis. Wszystko się zsynchronizowało. Wiedziałem wtedy, że jestem częścią czegoś o wiele większego. Świat jest sceną, a my aktorami. Tylko to my decydujemy o scenariuszu. Jedyna stała to opadająca kurtyna.