Co byście zrobili, gdybyście mieli dostęp do każdej informacji w waszym umyśle ? Każde potknięcie, każde słowo, które kiedykolwiek przeczytaliście, byłoby w waszym zasięgu. Nie straszne byłyby wam giełdy, a nowe umiejętności wpływałyby w wasze ciało, niemal bez wysiłku. Bezgraniczność naszego umysłu jest przerażająca oraz podniecająca jednocześnie. Największym strachem mózgu nie jest to, że ono nie może czegoś osiągnąć. To fakt, że może osiągnąć wszystko, a nie wykorzystuje tego potencjału. Bohaterowie filmu „Limitless” oraz serialu pod tym samym tytułem posiadają tabletki, która umożliwia im wykorzystanie pełnego potencjału danego ich umysłom.

Eddie Morra jest wyrzutkiem społeczeństwa, nieudacznikiem. Nie posiada odpowiedniej determinacji, aby wykorzystać cały swój potencjał. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy wchodzi w posiadanie narkotyku pod nazwą NZT. Zaczyna widzieć, zaczyna żyć. Książka, nad którą pracował, zostaje ukończona w przeciągu kilku godzin. Odblokowany umysł podpowiada mu, aby sięgał jak najwyżej, dlatego próbuje swoich sił jako senator. Tutaj fabuła z filmu przeplata się razem z serialową. Podobny nieudacznik do Morry, Brian Finch, zyskuje również dostęp do NZT, przez co jest w stanie wydostać się z tarapatów. Cała sytuacja wpędziła go do pracy ze FBI, gdzie dostaje narkotyk codziennie oraz za darmo, w zamian za ekspertyzę w case’ach.

Z początku nieudacznicy, a ich życie zmienia się diametralnie pod wpływem narkotyku. Niestety rzeczywistość nie uraczyła nas takim darem, bądź przekleństwem. Bądź uraczyła, lecz my po prostu nie mamy o nim informacji. Wracając do odblokowywania swojego potencjału oraz wykorzystywaniu całego swojego mózgu, istnieje coś bardzo zbliżonego do NZT. Każdy z nas miał momenty w życiu, kiedy wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu. Nastaje harmonia, a my sami jesteśmy w jej centrum. Środkiem perfekcji. Taki błogostan możemy również doświadczyć podczas pracy nad swoimi pasjami. Wszystko jest wtedy możliwe, a nasz organizm produkuje hormon szczęścia. Stan ten nazywany jest stanem flow.

Każdy chciałby na chwilę przestać myśleć oraz po prostu zacząć działać. W większości przypadków jest to niemożliwe, gdyż blokują nas rozproszenia zewnętrzne, bądź popadamy w nawyk przekładania. Możemy zaobserwować te tendencje podczas robienia czegoś, co nie do końca nam się podoba. Sytuacja zmienia się o 360 stopni, gdy jest to jakaś pasja, bądź czynność, która de facto sprawia nam przyjemność. Potrafimy w pełni czemuś się pochłonąć, co rzeczywiście jest dla nas ważne i potrzebne. Nieświadomie eliminujemy myślenie, a naszym organizmem steruje coś większego niż my sami. Informacje wyszukiwane są automatycznie i działamy trochę jak robot. Nasz umysł staje się narzędziem a organizm otrzymuje ścisłe polecenia. Nie analizujemy tego, co robimy, ale wiemy, że robimy to dobrze. Niczym sportowiec pokonujący rekord światowy, my pokonujemy własne wewnętrzne rekordy. Większość mistrzów, zapytanych o to, o czym myśleli podczas pokonywania zapisanych barier, odpowiada, że o niczym. Cała energia podczas korzystania ze stanu flow jest kanałowana w jedną określoną czynność. Nie ma tam miejsca na myśli jakiegokolwiek rodzaju. Ludzie biznesu, gdy są przy szczycie, dobrze już wiedzą, jak oraz kiedy aktywują się stany flow. Umiejętne ich zastosowanie prowadzi do szczytu. Przypomnij sobie, kiedy ty miałeś/miałaś stan opisany powyżej. Być może na czynności, która go wywołała, zbijesz fortunę 😉

Tabletki, opisywane w filmie „Limitless” oraz serialu o tej samej nazwie, są na razie fikcją. Jeżeli chcemy wyciskać maksa z maksów, stan flow to jeden z kluczy do sukcesu. Podążamy wtedy drogą, którą prowadzi nas coś więcej niż świadomość. Zaciskając wargi i pracując ciężko, tworzymy lepsze jutro dla nas i dla naszych bliskich. Przez właśnie tę siermiężną pracę też możemy być w stanie wywołać wyżej wspomniany stan. W sieci znajdziecie wiele artykułów odnośnie do flow, ale teraz podlinkuję wam wywiad z człowiekiem, który stan ten badał przez większość swojego życia.

Dzięki, że to przeczytałeś/przeczytałaś. Wiele to dla mnie znaczy 🙂

Wasz kochany,
Piotr Herdzik