Kiedy ostatnio smakowaliście wody ? Kiedy ostatnio, tak naprawdę, szliście ? To pytania, które chodzą po mojej głowie ostatnio dość często, dlatego przelewam myśli na papier. Często jesteśmy pochłonięci tak bardzo codziennością, że nie dostrzegamy piękna w niej. Postrzegamy każdy dzień jako kolejny do kolekcji, powoli zbliżającej nas do śmierci. A przecież każda chwila to piękną, tylko trzeba go doszukać się. Każda prosta czynność ma w sobie pewnego rodzaju balast, który zupełnie odcinamy.

Zacznijmy od oddechu. To chyba ta czynność, której prawie nikt nie poświęca uwagi. Dopiero gdy to czytasz, zaczynasz świadomie oddychać, bo twój mózg przypomina sobie, że robi to odruchowo. Mimo tej reakcji podczas czytania, to wciąż nie to o co mi chodzi. Skupienie to temat na zupełnie inny wpis, lecz ono odgrywa tutaj dużą rolę, w tym przypadku oraz w tych nadchodzących. Ci, którzy regularnie medytują, wiedzą, o czym piszę, a dla tych wszystkich co nie medytują, już tłumaczę.Oddychając, wytwarzamy w naszym organizmie ruch. Jest to ruch opadania oraz wznoszenia się. Promieniuje on na całe nasze ciało. Niespodzianka ? Zaskoczyć was jeszcze bardziej ? Wypuszczając nasz oddech, jesteśmy w stanie stwierdzić, w jakim stanie jesteśmy, lecz stany te różnią się personalnie. W moim przypadku, jeżeli jestem zestresowany to pomiędzy ostatnimi cząsteczkami powietrza opuszczającego moje płuca a nowymi wkraczającego w nie, jest bardzo mało przerwy. Wręcz przeciwnie jest w przypadku wyluzowania. Powietrze nie jest mi potrzebne natychmiastowo po wydechu. Polecam wam poeksperymentować 😉

Woda to niby ta rzecz, która jest nam potrzebna do przeżycia. Pochłaniamy ją nieświadomie, bo po prostu musimy. A co gdybyśmy skupili się na niej ? Spotykam się z przekonaniem, że ona nie ma smaku. Z radością stwierdzam, iż ma, ale da się go jedynie poczuć podczas pełnej koncentracji na tej określonej czynności. Później gonimy wodę myślami w dół przełyku. Dalej jej temperatura promieniuje lekko na resztę naszego środka, centrum organizmu. Mała wycieczka dla umysłu, a niesamowite doznanie, doznanie piękna prostoty.

Przemieszczając się do szkoły bądź pracy, pochłaniamy się swojemu umysłowi, oraz jego problemom. Możemy również posłuchać trochę muzyki, aby umilić sobie drogę. Nie jest to coś złego bądź szczególnie drażniącego dla naszego mózgu, lecz czasami powinniśmy spróbować jakiejś odmiany. Ściągnij swoje słuchawki, uspokój swój umysł i wsłuchaj się w bicie swojego serca, poczuj swoje podeszwy, poczuj ciężar swojego ciała opadającego na kolejne stawy. Pomyśl o swoich kolanach, które, aby pójść o krok dalej, muszą się ugiąć. Co robi wtedy oddech ? Tworzy tę niesamowitą koalicję, wynik ewolucji, aby umilić nam drogę, którą przemierzamy. Każdy z nas promieniuje jakiegoś rodzaju pięknością prostoty. Warto o tym pamiętać.

Wieczorem bądź o poranku, wykonujemy tę samą czynność co dzień. Pielęgnowanie swojego ciała i dbanie o jego czystość to obowiązek, każdego z nas, gdyż to nasza świątynia i jedynie ją, będziemy mieli do końca swojego życia. Czy kiedyś zastanawialiście się nad wodą, która spływa po waszym karku, nad jej unikalną temperaturą ? Jak wpływa na nas, jak wpływa na nasze samopoczucie. Czy aby na pewno usuwa tylko brud fizyczny, czy też może pozbywamy się jakiegoś balastu emocjonalnego podczas obmywania się ? Czynność ta, choć prosta i niezbędna, ma w sobie niesamowitą ilość reakcji. Często je omijamy, wybiegamy myślami gdzieś poza moment.

Mam nadzieję, że ten wpis jest troszkę „food for thought” dla niektórych z was 🙂

Wasz kochany,
Piotr Herdzik