Człowiek brnie prze życie. Rzeka, którą płynie często nie jest zwykłym, przeciętnym strumyczkiem. Zapewne też jego łódka nie jest najlepszą, najszybszą łódką na świecie. Dobrze wie, że pewnego dnia spotka wodospad, bądź rozbije się o kamienie, kończąc w ten sposób swoją podróż. Czy chce on się uczyć z każdego wyróżniającego prądu ? Tak, bo wie, że w ten sposób znajdzie schemat. Wykorzysta go aby jak najlepiej obronić się przed innymi złośliwymi prądami. Użyje tego schematu, aby wytworzyć rutynę, która pomoże mu w przeprawie.

Tak jak już wspominałem w moim wpisie Motywacja ludzki umysł ma taką ciekawą zdolność jak neuroplastyczność. Jak będziemy wykonywać jakąś czynność codziennie, bądź w określonym odstępie czasowym, wejdzie ona nam w nawyk. Mózg zrozumie, iż to coś co będzie się powtarzało, dlatego sam ustawia się wedle danej czynności. Jeżeli co sobotę ćwiczymy grę na pianinie, organizm będzie już bardzo dobrze wiedział czego oczekiwać. Jeżeli co drugi dzień ćwiczymy, organizm będzie gotowy na wycisk fizyczny itd. .

Z początku wydawało mi się, że rutynizacja życia to kompletne pozbawienie go spontaniczności. Mile byłem zaskoczony, że jest wręcz przeciwnie. Nasze rutyny zapobiegają marnowaniu czasu, a co za tym idzie pojawia się on w nadmiarze. Wyobraź sobie, że zaczynasz weekend, a wszelkie obowiązki oraz cele zostały już zrealizowane na ten tydzień. Całkowite dwa dni na wymyślenie czegoś nowego, wykorzystania nowo nabytego surowca jak najlepiej.

Wszystkie nasze cele, marzenia, najprawdopodobniej, mają jakiś element, który można spełniać każdego dnia. Weźmy jako przykład rysunek. Gdyby ktoś poświęcał 10 minut każdego dnia na narysowanie czegokolwiek, byłby miesiące, jak nie lata, do przodu przed kimś kto poświęca na rysowanie 40 minut w weekend. Ucząc się samodzielnie japońskiego, zauważyłem, że codzienne powtarzanie jest o wiele skuteczniejsze niż skoncentrowane informacje jednego określonego dnia w tygodniu. Nasz organizm kocha rutyny.

Mając określone pory chodzenia spać oraz wstawania, łatwo nam po przebudzeniu wejść z powrotem w życie. Umysł trudno jest oszukać. Każdą godzinę snu zatraconą przez zbyt późne pójście spać oraz zbyt wczesne wstanie, można odrobić tylko przez określony czas. Nieregularne pory spania psują dużo czynności w naszym organiźmie. Nasz metabolizm zwalnia, koncentracja się rozpływa, a my sami czujemy się bardzo zmęczeni i nieswoi. Dlatego polecam tobie, drogi/droga czytelniku/czytelniczko, zmierzyć dokładnie ile snu tobie potrzeba (jest to genetyczna wartość, dla każdego różna, są osoby na tym świecie, które potrzebują tylko 6 godzin snu aby być w pełni wypoczętym), orientacyjnie, jest to wartość pomiędzy 7 a 8 godzin na noc. Mierząc sobie ten czas, ułatwiamy ustawienie sobie czasu kładzenia się spać oraz czasu wstawania. Ta rutyna jest podstawą bycia wypoczętym podczas dnia oraz jest rutyną, od której powinien zacząć ktoś kto ma zamiar rutynizować swoje życie.

21 dni. Tyle czasu zajmuje wyrobienie nawyku. Bez samodyscypliny nie mamy co marzyć o robieniu jakiejś czynności przez 3 tygodnie, dzień w dzień. Musimy obudzić nasze wewnętrzne pragnienie spełnienia swoich celów i działać. Samodyscyplina to temat na zupełnie inny wpis. Wracając do tematyki rytułałów dziennych, warto je sobie wykształcić chociaż ze względu na samodyscypline. Jeżeli możemy wykonywać coś przez 21 dni bez przerwy, to co może nam przeszkodzi w wykonywaniu czegokolwiek. To prawdziwa próba naszej motywacji do zmiany.

Jest jeszcze jedna kluczowa rutyna, o której zamierzam wspomnieć. Po nocy wypełnionej pięknymi snami, poranki bywają trudne dla każdego z nas. Aby uśmieżyć ten odwieczny ból poranny, przychodzą z pomocą nawyki. Czynność powtarzana, każdego początku dnia, znacznie ułatwi nam wkroczenie w ten dzień. Ja stosuję bardzo prosty poranny rytułał. Budzik dzwoni, wstaję z łóżka, otwieram okno, ścielę łóżko, medytuję, przygotowuję owsiankę, siadam oraz oglądam jeden odcinek serialu. Każdego poranka musimy mieć jakąś mini czynność, której wręcz nie możemy się doczekać. W moim przypadku jest to serial. Nie bez powodu jest on na końcu mojego łańcucha nawyku. Za w pełni skoordynowane działanie czeka nagroda.

Nie przedłużając już, zacząłem bawić się rutynami w wakacje 2015. Od tamtej pory wiele rzeczy się zmieniło w moim życiu. Większość z nich na plus. To chyba dobry znak. Chciałbym, abyście sami się przekonali co to znaczy zrutynizowane życie. Jedna osoba zainspirowana do działania dokładnie przez ten post, sprawiłaby mi ogromną radość. Piosenka na dziś to –

Chainsmokers – Roses

Dzięki, że to przeczytałeś/przeczytałaś. To wiele dla mnie znaczy.

P.S.

Uśmiechnij się 😉

Wasz kochany,

Piotr Herdzik