Często żyjemy w przekonaniu, że życie to pasmo porażek. Tak to prawda. Nie będę starał się ciebie przekonywać, że tak nie jest. Wiedz jedno – ono jest w twoich rękach i tylko ty potrafisz przemienić je w coś pięknego. Jesteśmy na tyle różni, że dla każdego ważne jest co innego. Gra na gitarze może być niezwykle ważna dla ciebie, a dla twojego znajomego może być tylko pasją. Takie już jest życie. Pasmem porażek, lecz porażek, z których za każdym razem powinniśmy podnosić się zwycięsko. Weźmy to stare porzekadło i niczym niepoprawny życiowy optymista zmieńmy je razem. Życie to pasmo zwycięstw.

Mocne, co nie ? Jedna mała zmiana perspektywy, a coś pozornie negatywnego zmienia się w przepotężny pozytyw. Tą metodę można zastosować praktycznie wszędzie w życiu. Podczas jednego wystąpienia w TEDx Talks, pan Przemysław Staroń użył niesamowitego sformułowania – „Baśnie nie uczą nas, że istnieją smoki, tylko uczą, że smoki można pokonać.”. Czasami usiłujemy przecierać szlaki po raz kolejny, zamiast wytoczyć nową, unikalną ścieżkę. Może nie będzie ona najpiękniejsza i najszybsza, ale będzie twoja, a z odrobiną szczęścia oraz wytrwałości, przyniesie ci sukces jakiego byś nie osiągnął/osiągnęła podążając starą wydeptaną drogą.

Codziennie, gdy wyruszam w wir komunikacji miejskiej, widzę tłum, widzę szarość. Widzę smutek na twarzach. Echo wewnątrz mojej pozytywnej duszy pyta mój umysł „Dlaczego ?”. Rozpoczynam otwarty dialog dusza-umysł. Umysł analitycznie próbuje rozpracować każdy przypadek pojedynczo, a dusza stara się dostrzec emocjonalne podstawy takiego ogólnego „humoru”. Dochodzą do wniosku, że ludzie przestają chcieć żyć.

Statystycznie, gdy wracam z Uniwersytetu, jedynymi szczęśliwymi osobami w komunikacji miejskiej są dzieci. One jeszcze nie zatraciły chęci życia. Nie zostały zablokowane przez ambicje, którymi trudno sprostać, nie stały się wygodne. Czerpią z życia, marzą. Nie przyjmują do świadomości, że nie zostaną tym astronautą lub piłkarzem światowej klasy. Chcą tego, bez względu na konsekwencje. Im starsze się stają, tym dalej od nich te cele są. Zakopujemy je w gruzie niepotrzebnych informacji. Zapominamy o ich istocie. Zaczynamy być bardzo „foremni”. Tak jak już pisałem w wpisie czas, często słuchamy czyiś marzeń, a nie swoich.

Dlaczego więc, realizacja marzeń, która jest często źródłem szczęścia w życiu, odsuwana jest na drugi plan. Często tłumaczymy się – „Jak będę miał pieniądze, to…”. Zamiast przekładać, powinniśmy skoncentrować się na tym co możemy zrobić teraz. Mam marzenie rozwoju tego bloga do przepotężnych rozmiarów, ale czy przejmuję się teraz tym, że zajmie mi to niesamowitą ilość czasu ? Nie, bo robię swoje, i jestem z tego zadowolony. Realizuję się. To, że grono odbiorców jest na razie bardzo okrojone, wcale mi nie przeszkadza. Wciąż szukam nowych sposobów na dotarcie do osób, które chcą to faktycznie czytać, bo jeżeli są w stanie poświęcić mi czas teraz, to będę zabiegał o to, aby byli w stanie poświęcić go w przyszłości.

Szara codzienności może nam uprzykrzyć życie. Tylko może. Zamiast tłumaczyć się dlaczego czegoś nie robimy, powinniśmy się zastanowić dlaczego zaczęliśmy coś robić. „Gdy człowiek zna swoje *dlaczego*, żadne *co* nie będzie mu straszne” – tak podsumował to Nietzsche. Każde marzenie, każdy cel musi mieć z góry określony zamiar. Zazwyczaj marzenia się nie spełniają bo nie wiemy dokąd dążymy. Jeżeli będziemy znali swoje *dlaczego*, organizm przyswoi do świadomości, że to jest to czego nam dokładnie trzeba.

Jutro nigdy nie nadejdzie. Żyjmy tym co możemy zrobić dzisiaj. Jeżeli chociaż trochę jesteś niezadowolony/niezadowolona z sytuacji w jakiej teraz się znajdujesz, pomyśl co ci w niej przeszkadza, zapisz to i podejmij kroki w eliminacji złych rzeczy ze swojego życia. To jest tylko tyle, że aż tyle. Często zapominamy o prostocie pewnych czynności. „Simplicity is everything”. Oczywiście bez ciężkiej pracy oraz dużej wytrwałości, naprawdę trudno będzie nam realizować niektóre ze swoich celów. To są już tematy na następne wpisy. Ja się z wami żegnam, i dziękuję Tobie, że wytrwałeś/wytrwałaś do końca tego wpisu. To wiele dla mnie znaczy 🙂

Wasz kochany,

Piotr Herdzik