Ach matura, matura. Cudowny egzamin, którym straszą nas od lat nauczyciele. Mimo niepraktyczności, jest on wciąż uważany za ważny. Jest to nic innego jak kawałek papieru potwierdzający naszą kompetentność do udziału w zajęciach na studiach. Innymi słowy, egzamin ten jest tylko nic nie znaczącym etapem w życiu, stabilizującym „nic”. Jak dobrze wiemy, rynek pracy ewoluuje a wraz z nim ewoluują zawody. Niestety, nawet po studiach i dobrze zdanej maturze, nie mamy gwarancji na dobrą przyszłość. Szacunek do matury zatraciłem w momencie, gdy zacząłem ją pisać. To ustandaryzowany egzamin podsumowujący pracę w liceum.

Podczas pisania pierwszych 5 egzaminów (polski, matematyka, angielski podstawowy, angielski rozszerzony, polski rozszerzony) w głowie kłębiła mi się myśl – „To wszystko !? Tylko tyle ?”. Z zapowiedzi nauczycieli miał to być egzamin ostateczny, przygotowujący nas do dorosłości. Jedyne do czego on mnie przygotował to do napisania tego wpisu na blogu (:D) oraz rechotania ze względu na łatwość niektórych elementów. Najbardziej obawiałem się historii, która obejmuje niebagatelny zbiór wiedzy. Okazało się, iż nowa matura z historii to po prostu czytanie ze zrozumieniem. Więcej się tutaj naczytałem, niż na egzaminie z polskiego. Praktycznie zero wiedzy historycznej było potrzebne, prócz pracy pisemnej, lecz w świetle 50 punktów za cały egzamin, praca ta obejmowała tylko 12. Tak, trzeba było interpretować teksty, lecz wątpię by ktokolwiek z was, tutaj czytających, nie podjął by się takiego banalnego zadania. Wydaję mi się, że w pewnym stopniu jakość tego egzaminu ubliża ludziom, którzy rzeczywiście przeczytali/przygotowali się do niego. Poza pisemnymi egzaminami, doświadczyłem również egzaminów ustnych. Dwóch, z których w angielskim udało mi się uzyskać 100% a w polskim 85%. Podstawowy angielski ma być prosty dla maturzystów, ale to co ja zdawałem wydawało się być żartem. Mimo kilku błędów retorycznych wciąż otrzymałem 100%. Niedopuszczalne. Za prosto. Rozleniwi to przyszłych maturzystów o ile CKE nie podejmie odpowiednich kroków. Polski to już zupełnie inna bajka. Losowanie tematu, który może być trudny, jest przerażające. Dlatego najbardziej czekałem na niego. Wreszcie jakieś wyzwanie. Temat trafił mi się całkiem prosty, bo odnośnie apokalipsy. Przelałem całą swoją wiedzę na egzaminatorów, którzy byli zadowoleni z mojej wypowiedzi. Kiedy wychodziłem z pokoju, byłem już pewien, że zdałem. Małe wyzwanie. Jedyne do tej pory z jakim spotkałem się na maturze.

Być może narzekam, bo mam to we krwi, ale czy rzeczywiście egzamin ten musiałbyć, takim banałem ? Jedyne co mi pozostaje to czekać na wyniki pod koniec czerwca oraz aplikować na dane studia. Mam nadzieję, że nikomu nie ubliżyłem tym tekstem, i nie ma mi za złe 🙂 Ja się z wami żegnam.

2015-06-04 13.45.18