Czy naprawdę nasza przyszłość zależy od jakiegoś świstku, który dostajemy na zakończenie edukacji tzn. szkolnej ? Oczywiście, że nie. Cała nasza praca w etapie przed studyjnym jest sprawdzana jednym (sic!) egzaminem odnośnie kategorii nauczania. Tak być nie powinno. Podsumowanie powinno odbywać się w kompletnie inny sposób, niż jeden zbiorczy test. Nie przekłada się to w żaden sposób na nasze umiejętności, tylko sprawdza naszą pamięć. Jest to kompletnie bezsensowny precedens odbywający się co rok. Lecz jak na to zaradzić ? yISgQRF   Początek naszej edukacji. Zerówka. Przygotowuje nas w zasadzie do życia w społeczności szkolnej. Podstawówka ma za zadanie nauczyć nas podstaw. Gimnazjum jest organem czysto przejściowym. Dopiero w liceum/technikum uczymy się czegoś, w miarę, dla nas pożytecznego. Umiejętności nabyte w tych placówkach są niewystarczające abyśmy znacząco zmienili swój dobrobyt. Mają one jedno, proste zadanie. Przygotować nas do egzaminu. Nie są one dostosowane abyśmy nauczyli się czegokolwiek innego odbiegającego od wymagania maturalnych/egzaminowych. Nie ma na to czasu. Niestety brak tego czasu, przekłada się na głupotę społeczeństwa. Książki odchodzą na bok, panują streszczenia – matmy się nie uczymy, bo za trudna, itd. . Niewykształcona kadra oraz system, który uczy nas myślenia w „prostej lini” jest tym czego powinniśmy się pozbyć. Przede wszystkim powinniśmy pozbyć się matury.

Trudno jest przedstawić jakiekolwiek rozwiązanie, gdyż system ten mimo wielu wad, jest jedynym, który na ten czas, działa. Smutna rzeczywistość, oraz trudy reform poprawnych, sprawiają, że szkolnictwo stoi w miejscu. Z mojej strony, jako ucznia klasy maturalnej, staram się przekazać wam, moją opinię. Niestety przedstawia ona tylko błędy systemu a nie rozwiązanie problemu. Jestem niezdolny do zaproponowania jakiejkolwiek alternatywy, chociaż wiem, że za taką powinniśmy optować.