Birdman to małe zaskoczenie dla mnie. Film Alejandro Gonzáleza Inárritu pojawił się w kinowych “sieciówkach” w całym kraju. Mimo, iż reżyserował to Argentyńczyk, to dzieło minęło DKF oraz kina studyjne. Gdy seans się zakończył, trudno mi było wstać z fotela, ale nie było to spowodowane jego wygodą. Po nim w mózgu zastałem tylko sieczkę informacji oraz domniemanych interpretacji. Zalecam czytanie tego materiału po obejrzeniu filmu. “Proceed with caution”.

Spadająca kometa rozpoczyna obraz. Jest to jeden z dostrzegalnych momentów, w którym widzimy cięcie. Ciekawa metoda prowadzenia kamery za bohaterami, dodaje mu autentyczności. Wracając do spadającego obiektu – pojawia się on w filmie dwukrotnie. Na początku oraz na końcu. Różnicą między tymi scenami tkwi w kierunku lotu “spadającej gwiazdy”. Ta pierwsza kometa spada, a ostatnia leci w kierunku gwiazd. Możemy to interpretować w następujący sposób. Gdy poznajemy tytułowego bohatera, szybko orientujemy się, że żeruje on na swojej sławie, jako Birdman. Mimo, iż mineło sporo czasu, odkąd wcielał się w niego na ekranie kin, wciąż ma na sobie tą etykietę. Z kolei, pod koniec filmu, zasłużył sobie nową sławą, po premierze jego adaptacji sztuki na Broadway’u. Spadające gwiazda ukazuję stan rzeczy na początku filmu, zatem lecąca ku górze symbolizuje “powrót do łask”. Kolejna scena wydająca się zupełnie poza kontekstem filmu, to scena z meduzami. Dopiero ¾ w filmie dowiadujemy się o historia za tajemniczą plażą z zwierzętami. Stworzenia odpowiadają za oparzenia, które główny bohater otrzymał w trakcie próby samobójczej. Gdy fala wyrzuciła go na brzeg to powrócił do domu. Oszukał swoją żonę mówiąc, iż to tylko opalenizna. Po scenie z wznoszącą się kometą, widzimy, po raz drugi już, plażę wypełnioną “żywymi galaretami” a pomiędzy nimi leży, prawdopodobnie, główny bohater. Kadr ten został umieszczony w jednym celu. Reżyser chciał nam pokazać, iż mimo zdrady żony, aktor Birdman’a wciąż kocha swoją żonę. Być może wydarzenia przedstawione w filmie wpłynęły na jednoczenie rodziny, która jeszcze na początku obrazu była mocna rozbita. Jest jeszcze jeden element, który nie pasuje do spójnej całości produkcji. Orkiestra czarnoskórych muzyków oraz ludzie przebrani za superbohaterowi “baraszkują” po scenie. Symbolizuje to wpływ ikon popkultury na świat wokół nas.

Szybko orientujemy się, że Riggan Thomson ( Michael Keaton ) to nie do końca zwykły człowiek. Druga z kolei scena przedstawia go wiszącego w powietrzu. Z biegiem filmu zauważamy, iż posiada także zdolność telekinetyczne. Jedna z ostatnich scen jest intrygująca. Córka bohatera patrzy bezpośrednio w obiektyw kamery przez okno, z którego ówcześnie wyszedł jej ojciec. Tutaj zaczynają się “schody”. Czy Riggan wyskoczył z tego okna popełniając samobójstwo, czy być może zawisnął w powietrzu przez co jego córka mogła dostrzec jego moce. Zdolności te są ignorowane przez otoczenie. Wraz z nimi ma też balast. Odzywa się do niego jego duch przeszłości – Birdman we własnej osobie. Motywuje do działania, przeklina, każe mu wracać do bycia Nim. Zatem nadprzyrodzone zdolności odpowiadają tutaj za status celebryty oraz wywyższanie się nad resztą społeczeństwa ( Riggan często lata ponad miastem ). Ciekawostką  jest to, że po zabiegu pod koniec filmu, na twarz nakładają mu bandaż, który jest podobny do maski “Człowieka Ptaka”. Jedyny moment, w którym moce jego są dostrzegalne przez świat wokół, to zrzut reflektora na marnego aktora.

Podkład muzyczny przeplata się z fabułą filmu. Za głównym bohaterem ciągle podróżuje czarnoskóry perkusista, który zwiastuje wydarzenie. Być może jest to anioł stróż. Nie są to jedyne momenty, podczas których słyszymy perkusję. Widzimy też, że w pewnym momencie Riggan przejmuje kontrolę nad muzyką zawartą w filmie. Może ją dowolnie kontrolować. W zasadzie to perkusja to jedyny intrument, który w zatrważającej ilości dochodzi do naszych uszu. W trakcie nagiej przebieżki głównego bohatera przez ulice Nowego Jorku, pojawia się wcześniej wymieniona orkiestra, która składa się z bębniarzy. Wygrywają oni podobny rytm co anioł stróż. Większość filmu nie posiada żadnego podkładu muzycznego.

Riggan Thomson prowadzi sztukę na Broadway’u. Aby osiągnąć jak największy sukces, musi on zatrudnić jak najlepszych aktorów. Tutaj poznajemy postać Mike Shellera. Ekscentrycznego, zblazowanego uczestnika sztuki. Z początku wydaję się idealny do odgrywania roli jaka została mu polecona. Każdy kija ma dwa końce, a dyrektor sztuki szybko się o tym przekonuje. Zaczyna się od drobnych zachcianek a kończy na “popisie” przed publicznością. Edward Norton, który wciela się w rolę tego aktora, symbolizuje człowieka w kryzysie wieku średniego. Twierdzi on, że gdy jest gdziekolwiek poza sceną, musi udawać kogoś kim nie jest. Scena dla niego jest, w pewnym sensie, jedynym miejscem, w którym może być sobą. Wydaję się być przydatny ze względu na jego połączenia z krytykami filmowymi. Zapoznaje on Riggan’a z bardzo cenioną krytyczką sztuk dla New York Times. Za drugim razem, kiedy odtwórca roli Birdman’a spotyka ją w barze, mówi mu ona, iż wystawi jego sztuce okropną recenzję, nawet jej nie widząc. Rozwściecza to bohatera. Pokazuje on jej wtedy, de facto, co jest prawdziwą grą aktorską. Odgrywa on przy niej prawdziwego aktora, coś co dzisiaj zostało zapomniane pod warstwą popkultury oraz ikon.

Film jest nie tylko o samym Broadway’u. Pokazuję, iż obraz pozornie dziwny z zapowiedzi może nieść ze sobą ogromne przesłanie. Jest on przede wszystkim o tym jaki wpływ na świat wokół nas mają ikony, oraz jak trudno jest w dzisiejszym świecie pozbyć się etykiety, którą na nas nakłada społeczeństwo. Birdmanowi się to udało. Mimo, że wszystko na początku było przeciwko niemu, dotrwał do premiery i stworzył coś pięknego. Coś co na długo zostanie w mojej pamięci.