Czym bylibyśmy bez nas samych w tym, tętniącym życiem, ekosystemie zwierząt? Miejska dżungla stawia przed nami nowe wyzwania, nowe zasady przeżywalności. Sprawia ona pewnego rodzaju komfort dzięki, któremu ulegamy sobie samym. Bez „godnych” dla nas wyzwań, nie ma miejsca na rozwój. Osiadamy na laurach, nie zważając na konsekwencje. To lenistwo sprawia, że spokojnie dążymy do własnej zagłady. Ostatecznym ostrzeżeniem, dla ciebie czytelniku, jest fakt, iż piszę to 19 letni mieszkaniec Rzeczpospolitej Polskiej. Odczucia mogą się różnić, bo społeczeństwa oraz społeczności się różnią.

Zacznijmy od samego początku. My, ludzie, jako wędrowcy podbijaliśmy świat swoimi wycieczkami. Wiele czasu minęło nim osiedliliśmy się oraz pozakładaliśmy pierwsze miasta państwa. Przed całym tym „zamieszaniem”, grupy ze sobą współpracowały. Drążąc ten temat możemy spojrzeć też na to z perspektywy dowódcy plemienia. Jedna osoba rządząca nad niewielką, w porównaniu do dziś, grupą. Lojalność była nie oceniona i trudno tu mówić o rokoszach. Jeżeli, ktoś chciał przejąć stanowisko musiał wyzwać na pojedynek wodza. Zwykła drabina społeczna określana siłą przetrwania. Z biegiem czasu zostawaliśmy rozpieszczani, zyskając coraz większe bogactwa. Zasób ludzi wciąż zostawał powiększany. Władza mieszała w głowach. Tron obejmował człowiek, który miał pieniądze i połączenia dynastyczne, a nie silny charakter. Wydawanie pieniędzy państwa z własnych pobudek oraz źle dowodzona armia to tylko poszczególne cechy złego władcy. Wyjątkami są dyktatorzy, którzy potrafili narzucić innym swoją wolę. Robiąc to często na niekorzyść ludu, zyskali autorytet wśród wielu. Ich charyzmatyczne wypowiedzi stwarzały z nich kogoś pozornie wielkiego dla społeczeństwa. Kogoś, kogo można by naśladować, lecz bez część brutalizującej reżim. Dyktator to człowiek, który dla społeczeństwa jest kimś równie toksycznym jak zły władca. Jedną częścią, która różni Hitlera od Zygmunta III Wazy, to ten pierwotny zmysł przywódcy stada, lecz zmodyfikowany aby przynosić sobie korzyści. Nie mylmy tutaj nieumiejętnej władzy z władzą prowadzoną celowo na własną poprawę sytuacji materialno-pozycyjnej. Należy jednak pamiętać, też o dobrych dyktatorach, exemplum Franco, Pinochet, Salazar czy nasz Piłsudski.

Wnioskując, więc cała wina nie leży po stronie społeczeństwa, lecz do osoby nią prowadzącej. Dzisiejsze czasy nie tworzą nam ideałów do naśladowania w postaci władcy. Demokracja jest systemem dobrym, lecz w kontraście do przeszłości, teraz mamy ją w zupełnie innej odmianie. Politycy będący łatwi do przekupienia oraz prezydenci nie zdolni do określenia władzy, przyczyniają się do braku autorytetu tychże funkcji. Monarchia absolutna mimo wielu wad jest, moim zdaniem, o wiele stabilniejszym systemem. Naród, który jest źle rządzony ma prawo do usunięcia władzy, ale jeśli rządzony jest dobrze powinien poszerzać jak najodleglej kompetencje przywódcy.